sobota, 22 lipca 2017

Dieta - próba odpowiedzi na niektóre niejasności i wątpliwości cz. 19


Jedz ryby, będziesz termometrem

Dziwi mnie niepomiernie, jak nawet ci autorzy, których poglądy na żywienie są w miarę zbieżne z moimi, z uporem zalecają duże spożycie ryb. Zachowują się jakby nie zauważyli, że żyjemy w zupełnie innych czasach niż te, gdy takie zalecenie miało jeszcze jakiś sens. Zamiast długo i zawile wyjaśniać, proponuję Wam obejrzenie tego filmu. Wtedy będzie wiadomo czemu odradzam spożycie ryb w większych ilościach.

Psiałem już o tym, że wystarczy nam dla zdrowia niewielka ilość kwasów omega 3 pochodzenia roślinnego i nie musimy wcale jeść w tym celu ryb. Nie oznacza to, że nie można od czasu do czasu urozmaicić sobie diety rybami. Jednak powinny to być raczej małe ryby typu śledź czy sardynka, niż duże jak tuńczyk czy łosoś. Nie powinno ich też być nazbyt dużo.

Odstępstwa

Należy przyjąć ogólną zasadę, że lepiej jeść trochę za mało niż trochę za dużo. Bynajmniej masa mięśniowa na tym nie ucierpi. Zapomina się też często o tym, że jeśli dostarczamy ciągle organizmowi duże ilości jedzenia to z czasem coraz gorzej je wykorzystuje. To zaś oznacza nie tylko marnotrawstwo i niepotrzebne obciążenie portfela, ale także przeciążenie układu pokarmowego. Już starożytni mędrcy wiedzieli, że miarą szczęścia jest umiar. Dotyczy to także zdrowia. Być może kogoś tym zdziwię, ale uważam, że czasami lepiej pozwolić sobie na drobne odstępstwo od zasad tzw. zdrowego życia, niż uważać się za pokrzywdzonego i nieszczęśliwego. Nie ma też nic gorszego jak prozdrowotny fanatyk wytykający innym każdy kęs. Jest dla mnie oczywistym absurdem stwierdzeniem, iż katujemy się dietą. Jak można się katować mięsem i jajkami? Naprawdę nie wiem. Jednak rozumiem, że czasami komuś może się zachcieć pizzy czy pierogów. Najlepiej zrobić je z takich składników, które nie są szkodliwe, ale różnie z tym może być. Jeśli więc raz na jakiś czas zjesz na mieście pizzę ze znajomymi - nic złego się nie stanie.


To samo ze wszystkim innym. Masz ochotę na czekoladkę raz na jakiś czas? Żaden problem. Mogę tak wymieniać wiele innych rzeczy: piwo, colę itd. Ważne nie jest całkowite unikanie. Ważny jest umiar. Druga ważna rzecz to rozsądne dopasowanie do swoich warunków zdrowotnych. Jeśli masz cukrzycę, wysoki BF, celiakię czy inną chorobę, to dla własnego dobra będziesz mógł pozwolić sobie na mniej. Jeśli dobrze znosisz takie odstępstwa, to na trochę więcej. Chodzi o to, by odstępstwo było tylko odstępstwem od przyjętych zasad, a nie stało się normą i codziennością. Tego trzeba pilnować. Im więcej dostarczysz sobie witamin, tym będziesz odporniejszy i na więcej będziesz mógł sobie pozwolić. Jednak zawsze pozostaje złota zasada - umiar!
Osobnym problemem będą różne ciężkie choroby, które całkiem zmienią zasady żywienia. Mowa tu np. o nowotworach. Może się okazać w takich wypadkach, że czasowa - czasem kilkuletnia - rezygnacja ze spożycia mięsa będzie wskazana. Nie chodzi nigdzie o dogmaty, chodzi o zdrowie. Zamiast tego mamy coraz więcej sekt żywieniowych, ludzi mało elastycznych, którzy po przyjęciu jakiegoś jednego dogmatu bluzgają na wszystkich innych zapominając, że celem na początku miało być szeroko pojęte zdrowie człowieka, a nie przepychanki o to ile czego, albo kto jest większym guru dietetycznym.
Tak naprawdę nikt poza Tobą nie ułoży dobrej diety dla Ciebie! Dobry dietetyk - stwór w naturze prawie nie występujący - lub naturoterapeuta może w tym pomóc, ale główną pracę musisz wykonać sam. Także nie ma idealnej diety dla Ciebie. Dziś udało Ci się wszystko dobrać i jest ok, ale za kilka miesięcy czy lat zmieni się Twoje życie i wtedy będziesz musiał na nowo dostosować dietę do aktualnych warunków. Ważne jest też by nie popadać w fanatyzm. Czasem większy dystans do siebie samego, własnych poglądów i zdrowia - może zdziałać więcej dobrego niż najbardziej precyzyjnie dobrana dieta. Lepiej niekiedy zjeść coś niezdrowego niż potęgować własne napięcie psychiczne i czuć się niewolnikiem diety.
Gdy zaczynałem pisać ten cykl chciałem uporządkować tematykę diety. Odpowiedzieć na pytania i wątpliwości pojawiające się na blogu. Jednak w ramach pisania okazało się, że temat się rozrasta. Być może niektóre sprawy pozostaną mimo wszystko bez odpowiedzi. Wiem również, że mimo ciągłych poszukiwań nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Być może nigdy ich nie poznam. To co tu przekazuję opiera się w dużej mierze na moich własnych błędach. Podaję pewne informacje po to, byście mogli podobnych błędów uniknąć. Także dlatego, byście zaczęli sami krytycznie myśleć zamiast pozwalać aby robiły to za Was media, reklamy i cały ten dietetyczno-kulturystyczny biznes.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz