sobota, 13 września 2014

Moskole, czyli sposób na kanapki bez mąki


Co to są moskole, można poczytać w wikipedii. Ja mam tutaj zamiar podać Wam prosty przepis, który jest odpowiedzią na pytania o to, co np. brać do pracy i jak zrobić sobie kanapki bez użycia chleba.
Te proste placki mają tę wadę, że wszystkie internetowe przepisy każą nam dodawać do nich mąkę. Tymczasem wcale nie jest to konieczne. Wystarczą ziemniaki i białko jajka. Nie podam tu dokładnych proporcji, bo zwykle wszystko robię na wyczucie. Ziemniaki trzeba ugotować, przecisnąć lub utłuc i dodaj białko jajka, tak by uzyskać w miarę spójną masę po wyrobieniu. Żółtko jajka można wykorzystać do innych potraw.
Tak przygotowane placki pieczemy na patelni, na piecu na blasze (jak ktoś taki jeszcze posiada) lub w piekarniku. W tym ostatnim wypadku ustawiamy temperaturę na 160 stopni i trzymamy ok. 20 minut. Przy czym należy pamiętać, że są piekarniki bardzie i mniej szczelne oraz wydajne, więc temperatura podana jest dla mojego. Każdy musi sam dostosować ją do swojego.
Rzecz jasna patelnia lub blacha w piekarniku muszą być pokryte niewielką ilością tłuszczu - smalcu lub oleju kokosowego. Masło za szybko się spali. Do takich moskoli można potem dodać mięso czy jakiś sos oraz warzywa. Jak się dobrze zrobi ciasto i nie będą się rozpadać, to można położyć na nich plaster mięsa czy sera i zabrać jako kanapki do pracy.
Wczoraj coś takiego robiłem i jadłem. Wyszło całkiem nieźle. Niestety nie miałem pod ręką aparatu, by zrobić zdjęcia i Wam je tu wrzucić.

piątek, 5 września 2014

Fanatycy i perfekcjoniści kontra luzacy


Nie jestem fanatykiem... prawie!

Jest specyficzną cechą natury ludzkiej, że większość z nas łatwiej ulega skrajnościom niźli potrafi zająć umiarkowane stanowisko. Innymi słowy - łatwiej o fanatyków lub luzaków, niż o ludzi zrównoważonych. Jakbyśmy się do tej prawdy nie odnosili i jak bardzo jej nie zaprzeczali - w jakimś stopniu dotyczy każdego z nas. Niektórzy skłaniają się bardzie ku jednej skrajności, a inni ku drugiej. Czasem w jednej sprawie potrafimy zachować zdrowy rozsądek, a w innej stajemy się zagorzałymi bojownikami niczym religijni ekstremiści. W jeszcze innych kwestiach wykazujemy tak daleko idącą niefrasobliwość, że aż strach pomyśleć. Zresztą często jest tak, że rozsądek uważa się wręcz za słabość: "Musisz mieć zdecydowane poglądy", "Musisz ich zawsze bronić", "Bądź sobą" itd.
Poszczególne jednostki mają skłonności do kierowania się ku jednej skrajności lub drugiej w większości dziedzin życiowych. Trudno jednoznacznie powiedzieć co gorsze. Tak fanatycy, jak i ludzie lekkomyślni narobili dość szkód w przeciągu znanej nam historii, by obawiać się ich w równym stopniu.
Jednak nie mam zamiaru pisać tu eseju historycznego ani tym bardziej politycznego. Chcę zająć się wspomnianymi postawami tylko w odniesieniu do tematyki, jak interesuje nas na tej stronie szczególnie. Więc w kwestii szeroko rozumianego zdrowia. Warto, by tekst ten pomógł każdemu z nas w swoistym rachunku sumienia i próbie przywrócenia równowagi, By było uczciwie zacznę od siebie.
Może nie uważam się za fanatyka określonych poglądów zdrowotnych - bo przecież żaden fanatyk za takiego się nie uważa - ale co jakiś czas łapię się niestety na tym, że ogarnia mnie złość, gdy ktoś ma inne poglądy na żywienie, gdy widzę jak na filmie w necie jakiś koks kaleczy technikę itp. Niby nic, ale... Nie chodzi tylko o zdrowie. Jeszcze bardziej wkurza mnie, jak czytam cokolwiek i widzę jak ludzie niby wykształceni ciągle robią spacje przed przecinkami, pytajnikami i resztą znaków interpunkcyjnych. To jest błąd przedszkolny. Plaga jakaś. No, ale zostawmy dygresję i tak pewnie będzie tylko gorzej (po kolejnej reformie systemu oświaty), więc...
Czy warto się wkurzać? Pewnie nie. Staram się i jakoś mi się udaje nie wtrącać do nawyków życiowych innych. To dobra zasada. Piszę o tym w kontekście pytań, które tu już padały "Jak przekonać najbliższych...?". Odpowiem, że najlepiej nie przekonywać. Jak ktoś zapyta to powiedz co jesz i wytłumacz dlaczego. Poleć książki, artykuły itd. Jednak bez przesady. Staraj się nie komentować tego, że inni wcinają kanapki z margaryną i sojową szynką. Nikt tego nie lubi i na pewno nikomu w ten sposób nie pomożemy.

Nie bądź dzieckiem aptekarza

Jest też inna forma fanatyzmu. Ta odnosząca się bezpośrednio do samego siebie. Jak również jej przeciwieństwo. W pierwszym wypadku wpadamy w pułapkę perfekcyjnego wymierzania składników pokarmowych. Nigdy nie pozwalamy sobie na najmniejsze odstępstwo. Do szału doprowadza nas to, że jedna tabela podaje inną zawartość niż druga czy trzecia. Nie potrafimy zrozumieć, że np. nasza wątroba do pewnego stopnia akumuluje niektóre mikroelementy. Dlatego też twierdzenie, że dziennie musimy dostarczyć dokładnie wszystkich składników w dokładnie takich, a nie innych ilościach (modne w reklamach suplementów) - jest pozbawione sensu. Gdyby tak było to jeden dzień z niedoborem np. witaminy A kończyłby się poważną chorobą.
Nie chcemy też przyjąć do wiadomości, że skład np. mięsa zależy od tego, jak zwierze było karmione. Nie każda np. łopatka wieprzowa ma tyle samo tłuszczu i białka. Drobne różnice zawsze będą i nie są niczym złym. Są nawet - paradoksalnie - pożądane. Bowiem nic gorszego, jak rutyna. Rutyna to prędzej czy później brak postępów. Na pewnym etapie mięśnie nie będą rosły jeśli ciągle będziesz ćwiczył tak samo i jadł dokładnie to samo.
Staramy się zapewnić sobie wszystkie ważne składniki diety i tak nas to stresuje, że tracimy przez to psychiczne napięcie więcej minerałów i witamin niż pozyskujemy. Czy któryś z twórców mądrych poradników o żywieniu, albo pani dietetyk powiedzieli Wam o tym? Czasem drobne odstępstwo od diety poprawiające samopoczucie daje więcej zdrowia niż nazbyt radykalny reżim.
Wielu wydaje się, że dobry trening to taki, po którym trzeba ich wynosić z siłowni. Tymczasem dobry trening to taki, który daje efekty, jakich oczekujesz a nie permanentne przemęczenie. No chyba, że właśnie taki jest Twój cel treningowy!
Druga skrajność to oczywiście całkowite olewanie tego co się je i ćwiczenie tylko wtedy, gdy ma się "ochotę". Natura ma swoje prawa i ignorancja nie zwalnia nikogo z ponoszenia konsekwencji. Nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności. W przypadku praw natury ta zasad obowiązuje całkowicie bezwzględnie.

Jeszcze bardziej skrajnie, czyli poza krawędzią przepaści

Istnieją jeszcze zjawiska bardziej skrajne i bardziej niebezpieczne. Praktycznie śmiertelnie niebezpieczne. Chodzi o kupowanie i zjadanie bardzo podejrzanych substancji, począwszy od tasiemców a na pestycydach skończywszy. Wszystko po to, by schudnąć. Potem dowiadujemy się o śmiertelnym zejściu takiej osoby po zażyciu preparatu. Niedawno oglądałem coś podobnego o dziewczynie zmarłej po spożyciu takiej substancji. Co najgorsze w tej historii to fakt, że wcale nie miała takiej nadwagi, by mogło to usprawiedliwiać aż taką desperację! Po prostu normalna w miarę szczupła dziewczyna. Sam znam kilka przypadków kobiet, które głupim odchudzaniem w młodości zafundowały sobie cukrzycę na całe życie. Przed odchudzaniem były szczupłe, po - dwa razy cięższe!

Długie życie

Prawdziwe mistrzostwo w tym sporcie, jak i w każdym innym, nie polega na perfekcyjnym przestrzeganiu wszystkich reguł. Nie polega na gwałceniu swojego ciała i psychiki, ale na umiejętnej współpracy z nimi. Na umiejętności instynktownego wyczucia, kiedy należy sobie przykręcić śrubę, a kiedy wyluzować. Nie chodzi przy tym, by rezygnować z ciężkiej pracy i z zasad dietetycznych. Jeśli za często będziesz sobie pozwalał na luz to do niczego nie dojdziesz, jednak jeśli nie będzie tego robił - też do niczego nie dojdziesz, a Twoje ciała i Twoja psychika - o ile w ogóle możemy je rozdzielać - staną się Twoimi największymi wrogami, zamiast być przyjaciółmi. Zgodnie ze starą zasadą - jak nie napniesz mocno łuku to z niego nie wystrzelisz, jak napniesz go za mocno to się złamie!
Co ciekawe wielu powołuje się w swoich zaleceniach dietetyczno-życiowych na takich, czy innych długowiecznych. Czasem jednak można orzec, że ktoś przeżył tyle "pomimo", a nie "ze względu" na określone nawyki i styl życia. Są ludzie długowieczni - czyli tacy co to przekroczyli setkę - którzy pili alkohol albo nie pili (większość z tych pijących piła i pije bardzo umiarkowanie), są nawet tacy co sporo papierosów wypaliło, są wege i są mięsożercy. Łączą ich ich trzy cechy. Duża aktywność fizyczna, niska odporność insulinowa i pozytywne nastawienie do świata i do samych siebie. To właśnie na tę cechę chciałem Wam zwrócić uwagę tym artykułem. Nadmierny perfekcjonizm jest przejawem autoagresji, nadmierne luzactwo przejawem olewania samego siebie.

piątek, 22 sierpnia 2014

Metody treningu cz. 17

Jakiś czas temu pojawiły się pytania o MDS, więc postanowiłem ten odcinek serii o metodach treningu poświęcić właśnie temu zagadnieniu. Jest to o tyle ważne, że nie zawsze mogę odpowiadać na bieżąco na pytania wymagające nieco szerszego omówienia i pomimo smutnych doświadczeń mam nadzieję, że jednak nowe osoby nim zadadzą kolejny raz to samo pytanie przeczytają choć kilka artykułów.
MDS - Mechanical Drop Set jest specyficzną formą aktywizacji danej grupy mięśniowej. Jednak nim przejdę do szczegółów tej metody, dla porządku powinienem jeszcze wspomnieć o zwykłych drop setach. Te akurat można zastosować niemal w każdym ćwiczeniu, co nie znaczy, że każde ćwiczenie jakie robisz na treningu należy robić do upadłego stosując drop sety. Raczej należy w danym momencie wybrać jedno lub dwa, a nigdy wszystkie na raz.
W zasadzie drop sety można wykorzystać nawet w takim ćwiczeniu, jak przysiad. O tyle, o ile w razie czego mamy dobrą asystę i asekurację, bo może się zdarzyć, iż w którymś momencie mięśnie nagle odmówią posłuszeństwa. Natomiast niespecjalnie, z powodu specyfiki zaangażowanych mięśni, zalecałbym drop sety z MC, czy innych ćwiczeniach angażujących mocno hamstringii. Ważne w całej idei tej metody jest to, by zmiana ciężaru - a dokładnie jego zmniejszanie "zrzucanie" - przebiegała bardzo szybko. To ile procent zrzucamy na poszczególnych etapach jest zróżnicowane i zależy od wielu czynników. Tak od rodzaju ćwiczeń, poziomu zaawansowania, jak i odporności danej grupy mięśniowej na zmęczenie. Zwykle będzie chodziło o zakres od 10-30%. Przy czym nie można przesadzić z ilością składowych takiego drop seta. Raczej nie warto robić ich więcej jak 4, czyli 3 razy zmniejszając ciężar w ciągu całej serii.
Prz jedźmy zatem do MDS. Tutaj nie zmienia się ciężaru w poszczególnych składowych, a jedynie pozycję ciała. Podobnie, jak w drop setach robimy to szybko bez przerw. Natomiast raz złapany w ręce ciężar powinien w miarę możliwości zostać w tych rękach do końca. Nie zawsze jest to technicznie możliwe, choćby wtedy, gdy trzeba przestawić ławeczkę lub racka. Chyba, że korzystamy z pomocy dobrego partnera treningowego.
MDS zwykle składa się z co najmniej 3 ćwiczeń, choć może ich być więcej, a w pewnych szczególnych wypadkach tylko 2. Jednak w praktyce raczej nie powinno się łączyć więcej jak 4-5. Choć nawet 5 to już zazwyczaj zbyt dużo. Ostatecznie nie chodzi nam przecież o to, by przekształcać trening siłowy w aerobowe molochy. Co jest ważne to to, że zawsze zaczynamy od pozycji, w której jesteśmy najsłabsi i powoli przechodzimy do tych silniejszych. Na końcu powinno znajdować się to ćwiczenie, w którym mamy najlepsze wyniki. Kolejny warunek poprawnego MDSa to takie ułożenie ćwiczeń, by atakowały te same grupy mięśniowe pod innymi kątami. Więc np. uginanie ramion na modlitewniku połączone z unoszeniem ramion bokiem i czymś tam jeszcze nie będzie żadnym MDSem. W zasadzie wcale nie będzie niczym sensownym.
Zwykle MDS jest jednym z elementów dopełniających trening, czyli takim następującym po ciężkich ćwiczeniach siłowych. Przykładem może być wersja ma szrugsy, którą tu już kilku osobom polecałem w planach. Robi się szrugsa z ramionami nad głową, potem w opadzie, a na koniec stojąc z ramionami opuszczonymi w dół. Inny przykład to wyciskanie na ławce poczynając od dużego kąta i stopniowo go zmniejszając. Pomysłów na dobre MDSy jest wiele, więc można tu też popisać się kreatywnością. Pod warunkiem, iż będą przestrzegane powyższe zasady.
Jakie jest cel tej metody? Chodzi głównie o wszechstronne pobudzenie opornych mięśni. Dajemy specyficzny impuls neurologiczny odwołujący się do wzorców neuro-motorczynych zakodowanych w mózgu. Wykonujemy specyficzne nerwowe bombardowanie z różnych pozycji tego samego mięśnia lub grupy mięśni i atakujemy różne jego/ich obszary.