sobota, 23 stycznia 2016

Marketingowe ogłupianie cz. 4


Krok piąty – miej szacunek do własnego ciała.

Być może punkt ten jest zbyt ogólnikowy i zawiera w sobie czy też streszcza wszystkie inne. Jednak chciałbym w tym miejscu uwypuklić pewien psychologiczny aspekt całej sprawy. Kulturystyka ze swej natury powinna wypływać z troski o swoje ciała i z jego akceptacji. Tymczasem nierzadko dzieje się tak, że jest dokładnie odwrotnie. Krokami na siłownię kieruje brak akceptacji, by wręcz nie stwierdzić, że nienawiść do własnego ciała. Gdybym to wyglądał, jak ci wielcy wspaniali faceci!
Zamiast tego jestem chudy, albo otyły. Zamiast owego kaloryfera mam wielkie brzuszysko itd. Trzeba to zatem szybko zmienić. Niestety ciało nie lubi szybkich zmian, co jeszcze bardziej przyczynia się do rozdźwięku między ciałem i psychiką. Rzecz jasna jest to rozbicie czegoś co ze swej natury jest całością. Nie można oddzielić człowieka od jego ciała. Nie czas tu na daleko idące rozważania filozoficzne i sięganie do źródeł dualizmu w naszym myśleniu. Wystarczy, że powiem, że ciało to tak samo Ty, jak Twój umysł i uczucia. Sam ten podział jest sztuczny i tak naprawdę nie istnieje w praktyce.
Musimy uznać ten prosty fakt, że pewne mechanizmy utrudniające pozornie szybkie zmiany nie są stworzone po to, by nam utrudnić życie. Nie przypadkowo ciało broni się przed zbyt szybkimi zmianami. Od tego zależy jego zdrowie. Często respektując mechanizmy obronne przez spokojnie dodawanie obciążeń czy powtórzeń i pamiętanie o zasadzie, by nie ćwiczyć do upadku – możemy uzyskać znacznie większe postępy niż wtedy, gdy ulegamy naszemu ego. To samo tyczy się przejadania, o czym nieco szerzej będzie niebawem.

Krok szósty – Nie ćwicz ciągle na najwyższych obrotach.

Przez 90% roku nie należy w zasadzie ćwiczyć na maksa. Jedynym wyjątkiem będzie tu rampa, ale i jej należy używać z umiarem. Z czasem warto trenować z pewnym zapasem sił w każdej serii. Niekiedy ten zapas będzie minimalny, ale istnieją i takie metody, w których robi się postępy przy obciążeniach rzędu 30%. Zapomnij o rekordach – jeśli już bardzo musisz to sprawdzaj swoją siłę raz na rok, ale wtedy musisz zastosować kilkutygodniowe podejście do maksymalnych obciążeń.

 

Krok siódmy - różnicuj zakresy, obciążenia, objętość i tempo.

O tym było już tyle, że przypominam tylko dla porządku. W zasadzie można cały rok ćwiczyć jednym planem – przynajmniej niektórzy tak mogą – trzeba tylko sukcesywnie zmieniać zakresy, obciążenia itd.

Krok ósmy – nie bój się czasem robić lżejszych sesji.

Takie sesje nie tylko poprawiają regenerację mięśni, ale też bardzo pozytywnie oddziałują na psychikę i zwiększają motywację do treningu. Jeśli ciągle jedziesz na najwyższych obrotach, to nie tylko mięśnie w pewnym momencie odmówią Ci posłuszeństwa. Także Twoja psyche zacznie bronić się przed przeciążeniami.
Pamiętaj, że dla naturalnego zawodnika lepsze są lżejsze ale częstsze sesje niż rzadsze bardzo ciężkie. Nie jest prawdą, iż można ćwiczyć wtedy „gdy mięsień się w pełni zregeneruje”. Co to tak naprawdę znaczy? Brak bólu nie świadczy o regeneracji, tak samo jak lekka obolałość nie zwalnia z treningu. Nikt nie jest w stanie dokładnie wyliczyć kiedy to już jesteś w pełni zregenerowany. Zwłaszcza, że zaangażowane w danym ćwiczeniu mięśnie mogą się różnie regenerować. Wszystkie tabele pokazujące ile to regeneruje się dany mięsień to stek bzdur.

Krok dziewiąty – różnicuj ćwiczenia, ale z tym nie przesadzaj

Organizm dobrze reaguje na zmienne bodźce, ale jeśli będziemy z tym przesadzać niewiele zyskamy. Wprawdzie adaptacja w pewnym momencie sprawia, że znikają postępy, ale też bez mechanizmów adaptacyjnych nie podnosilibyśmy więcej. Dlatego przynajmniej niektóre – podstawowe ćwiczenia należy stosować cały czas, ale można w nich różnicować inne parametry, jak zakres czy tempo. Jest to odwrotna strona medalu tego co było w kroku siódmym.

Krok dziesiąty – jedz tyle ile aktualnie potrzebujesz. Nie mniej, ani nie więcej.

Natury nie można oszukać. Wiele osób, albo wręcz prawie wszystkie, myśli, że im więcej zjedzą tym bardziej urosną. Tak nie jest, a przynajmniej nie w odniesieniu do mięśni. Bodźcem do ich wzrostu jest trening, a jedzenie jest zawsze wtórne. Trudno tu dyskutować z twierdzeniami, że „połowa sukcesu to dieta”, czy „90% sukcesu to dieta.” Jeśli ciężko trenujesz to organizm sam upomni się o więcej jedzenia, gdy będzie mu to faktycznie potrzebne. Jeśli cały czas jesz za dużo może doprowadzić np. do odporności aminokwasowej, o której trzeba napisać szerzej w innym artykule. Tutaj tylko sygnalizuję – szukajcie dla siebie optymalnych ilości. Podane w FAQ to tylko punkt wyjścia. Potem trzeba obserwować i modyfikować.
Inny problem związany z odżywianiem to poziom kwasu solnego w żołądku. Jeśli masz go za mało – a zdarza się to dość często – to większość jedzenia i tak nie będzie dobrze trawiona. Dodatkowo utrudniona będzie przyswajanie niektórych witamin, jak np. B12, które do wchłonięcia potrzebują połączenia z pewnym aminokwasami, a te muszą zostać wydzielone w procesie trawienia już w żołądku.
Jednym z objawów takiego stanu rzeczy jest zgaga. Zwykle w takiej sytuacji lekarz przepisuje leki, które jeszcze bardziej zmniejszają kwasowość żołądka. Niestety inhibitory pompy protonowej dają chwilową ulgę, ale na dłuższą metę trzeba będzie za tę ulgę zapłacić różnymi powikłaniami. Zamiast więc wierzyć w kolejny mit współczesnej medycyny należy pomyśleć o tabletkach z HCL lub chociaż o occie jabłkowym, by zwiększyć zakwaszenie żołądka.

Krok jedenasty – nie przejmuj się opiniami koksików i suplementożerców

Każdemu, kto będzie twierdził, że musisz ciągle trenować na maksa i jeść suple albo ładować koks zaproponuj szarże na ścianą z pochyloną głową. By uzyskać skutek powinien to ćwiczenie robić na maksa, maksymalny rozbieg i maksymalna siła uderzenia.

Na koniec muszę jeszcze parę rzeczy uściślić. To co tu napisałem nie oznacza, iż czasami nie należy sięgać do serii upadkowych, jednak nie można tego robić ciągle. Nie oznacza też, że nie należy ćwiczyć ciężko. Trzeba, ale jednocześnie tak, by po takim treningu organizm miał realne szanse szybko się zregenerować. Ćwicząc z pewnym zapasem sił wcale nie unikniesz DOMSów. Również po takich treningach mogą się pojawić i pewnie się pojawią, ale nie należy się nadmiernie przejmować, jeśli ich nie będzie. Niektóre z poruszonych tu spraw postaram się niebawem szerzej omówić w kolejnych artykułach.

55 komentarzy:

  1. Pierwszy akapit kroku jedenastego jest mistrzowski, haha :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że zmieniłeś zdanie na temat octu jabłkowego. Coś mi się kojarzy, że kiedyś kogoś opieprzyłeś, że to głupoty, albo mi się wydaje, to wtedy przepraszam. Sam przez jakiś czas stosowałem i chyba faktycznie nie czułem takiej ciężkości na żołądku jak to nieraz bywa, muszę jeszcze do tego wrócić, żeby lepiej ocenić, ale tym razem poszukam jakiś ocet naturalny niepasteryzowany. Ogólnie dobrze, że piszesz takie artykuły, chyba zacznę je wysyłać do znajomych, bo większość dalej uważa, że musi ładować kurczak z ryżem codziennie i twaróg chudy 0% tłuszczu, masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ocet jabłkowy można zrobić samemu i wtedy na pewno będzie naturalny,wystarczy zasypać obierki albo pokrojone jabłka cukrem ,zalać wodą nakryć jakąś gazą i czekać parę tygodni.Jak przestanie się pienić i jest klarowny to zlać do butelek.

      Usuń
    2. Octu się nie pasteryzuje, więc spokojnie:) wystarczy, że kupisz w szkle jakieś lepszej firmy i będzie ok. Ocet sam z siebie jest konserwantem, dlatego dodaje się go do wielu produktów. Wiem bo pracuję w spożywce - sosy, ketchupy, musztardy i majonezy ;)

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o sam ocet jako taki to pisałem, że nie ma wielkiej różnicy między jabłkowym a spirytusowym. Wszędzie jest ten sam kwas octowy. Jabłkowy jest nieco łagodniejszy i ma trochę mikroelementów. Dlatego jak ktoś ma problemy z żołądkiem to może się okazać lepszy. Na co dzień używam zwykłego spirytusowego jako przyprawy.

    OdpowiedzUsuń
  4. A do zakwaszenia żołądka nie wystarczy czasami witamina C (w postaci kwasu askorbinowego) pita regularnie?
    Ocet to raczej w przypadkach ewidentnego niedokwaszenia, brany kilka razy, do uzyskanie efektu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wbrew pozorom witamina C to dość słaby kwas. Ocet to taki trochę sposób, jak nie ma nic innego pod ręką, albo jeśli ktoś się boi, że nie przełknie tabletek. Normalnie lepiej HCL w tabletkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co gdy ktoś już ma uszkodzoną śluzówkę na tyle,że będzie operowany,czy w takim wypadku po zabiegu można podawać HCL,czy lepiej odczekać aż się wszystko zagoi?

      Usuń
    2. Raczej należy odczekać, a potem zacząć dość ostrożnie. Już sam fakt, że np. ktoś nie jadł mięsa, jajek itp przez kilka lat powoduje, że ilość kwasu jak i enzymów trawiennych mocno się obniża. Więc samo przejście na normalne żywienie powinno się odbywać stopniowo.

      Usuń
  6. Poczytałem ciut o suplementacji HCl i wszędzie piszą że to super sprawa. Muszę spróbować z żoną, bo czasami jakaś zgaga czy pieczenie się pojawia.

    Zobaczcie np tu:
    http://www.tlustezycie.pl/2012/07/zgaga-i-refluks-w-innym-swietle.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ważne wydaje mi się to, o czym piszesz w punkcie 5. Czymś strasznym jest dla mnie kompletny brak szacunku tak wobec siebie, jak i innych, który właśnie na siłowniach zdaje się szczególnie uwydatniać. Wszystkie te slogany "krew, pot i łzy", zachęcanie do jazdy do upadłego i sugerowanie, że jak ktoś robi inaczej to jest... Zabawne, że porównania innych facetów do żeńskich narządów płciowych najczęściej używają ci którym sterydy wyżarły albo właśnie wyżerają ich własne, kiedyś męskie.
    Swoją drogą to ten brak pokory i agresja stanowią chyba o tym, co najskuteczniej zniechęca kobiety do treningów siłowych. Publiczne siłownie stały się dzisiaj enklawą jednego z najgorszych przeżytków minionych wieków. Nie twierdzę, że w innych dziedzinach życia kobiety mają z górki, ale wszystko wskazuje na to, że do "męskich" części siłowni równouprawnienie w ogóle jeszcze nie dotarło.
    Przyznaję, że piszę to z pewnej perspektywy, bo nie ćwiczę na publicznych siłowniach już od ponad 4 lat, ale wątpię by przez tak krótki czas coś się w tym względzie zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj bez przesady wcale nie jest tak żle na tych siłowniach dla kobiet o ile takie w ogóle się pojawiają:)ćwiczę od paru lat na siłowni i co zauważyłam to to,że kobiety w ogóle do tego treningu się nie garną, wszystko ogranicza się tylko do rozgrzewki na bieżni jakieś maszyny i tyle w tym temacie:) a mężczyżni są różni i chamy, i kulturalni ale ja nie przychodzę tam by liczyć na jakieś równouprawnienie bo skoro podnoszę ciężary to chyba mnie nie dyskwalifikuje w oczach innej płci.Jak ktoś wie czego chce to nie patrzy jakie są warunki tylko dąży do celu nie patrząc na otoczenie,ja się tego nauczyłam chociaż przyznam,że pierwszy raz dla odwagi poszłam na siłownie z córką:)Wydaje mi się,że dla kobiet prawdziwym problemem jest to,że będąc na siłowni cały czas myślą co mają do zrobienia po i nie potrafią się skupić całkowicie na tym co robią w danym momencie. to akurat wiem z autopsji ale to było na początku mojej przygody siłownią teraz potrafię się skupić do tego stopnia,że świat zewnętrzny w tym momencie nie istnieje.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Kiedy właśnie to o ten brak kobiet na siłowni mi chodzi. Skąd to się bierze? Czy siłownia i kulturystyka jest zarezerwowana dla mężczyzn? Oczywiście nie. A jednak panuje wokół niej taka otoczka, że przeciętna kobieta omija siłownie szerokim łukiem. Panuje powszechnie kuriozalna opinia, że kulturystyka to "męski" sport. Cokolwiek by to miało oznaczać.

      Masz rację co do różnic w koncentracji u obydwu płci. Z tym, że są to różnice dotyczące raczej predyspozycji. Obecnie media i ogólnie zalew informacji sprawiają, że trudno to dostrzec, bo wszyscy są rozproszeni, ale teoretycznie mężczyznom łatwiej skoncentrować się na jednym zadaniu, podczas gdy kobiety mają bardziej podzielną uwagę. Ale też nie zawsze. No i tak jak mówię, chodzi tu o predyspozycje, bo zarówno koncentrację jak i podzielność uwagi można sobie wyćwiczyć. Wydaje mi się nawet, że te różnice mogą wynikać nawet nie tyle z uwarunkowań biologicznych, co raczej społecznych. Wbrew pozorom przeciętna kobieta ma więcej na głowie od faceta. Dom, rodzina, dzieci i tysiące innych rzeczy o których "zapracowani" mężowie nawet nie mają pojęcia. Siłą rzeczy wyrabiają sobie nawyk myślenia o wielu sprawach naraz.

      Usuń
    4. Akurat u mnie i mojej partnerki jest dokładnie odwrotnie. To zwykle ja myślę o wielu rzeczach na raz, a ona koncentruje się czasem na jednej tak, że nic innego nie dociera :)
      Problem kobiet na siłowni może też wynikać z lansowanych stereotypów. Ciągle jeszcze pokutuje wiele mitów wiktoriańskich. No i panie boją się, by przypadkiem nie wyglądać jak Ronnie Coleman.

      Usuń
    5. Wszak powszechnie wiadomo, że przynajmniej raz na dziesięć przypadków już samo dotknięcie sztangi kończy się nagłą przemianą w przerośniętego sterydziarza :)

      Ja też nie pisałem tego bynajmniej z własnych doświadczeń. Moja narzeczona ma zdolność do tak niewiarygodnej koncentracji, kiedy się czymś zajmie, że mógłbym zaprosić gości i zrobić imprezę w drugim pokoju i by nie zauważyła. No ale ani ona ani ja nie jesteśmy do końca normalni, bo i któż chciałby być normalny? :)

      Usuń
    6. Też ponoć nie jesteśmy normalni :)
      Tylko pytanie co w takim razie jest normą? Albo inaczej - co jest stereotypem?

      Usuń
    7. Ale pojechaliście z tym szacunkiem. Bezsensowne dorabianie ideologii do czegoś tak prostego jak dźwiganie (bądź nie) sobie ciężarków. Tak samo jak nie cierpię tych motywujących gadek typu "nie ważne ile razy upadłeś, ważne ile razy wstałeś" w odniesieniu do siłki, tak samo śmieszne jest gadanie, że ćwiczenie do upadku to brak szacunku dla własnego ciała.

      Ludzie złoci. Jak się komuś nie chce tak ćwiczyć (ja się do takich zaliczam) to nie ma sensu sie zmuszać, ale wmawiać sobie, że jest się przez to lepszym/bardziej wtajemniczonym w sferę współżycia ducha z ciałem czy coś? Nie. Ciężkie treningi "do porzygu" mają swoje skuteczne zastosowanie czy robi się masę, czy robi się kondycję i nie ma to nic wspólnego z szacunkiem (lol, co za pomysł). Przy ćwiczeniu typowo siłowym, jakie ja akurat preferuję, nie ma potrzeby tak cisnąć i efekty są i tak.

      A co do kobiet to chodzi ich na siłownie naprawdę sporo. A jeśli już nie chodzą to nie dlatego, że są tam sterydziarze (lol) tylko dlatego, że się im nie chce/nie mają z kim. Rozmawiałem z wieloma (a że lubię ten sport to zawsze pada sugestia, że mogłaby ruszyć dupke i coś podźwigać) i zawsze jest taka właśnie odpowiedź. W życiu nie padło "a bo tam tylu sterydziarzy wrzeszczy i są agresywni". Zmień siłkę Marek.

      Usuń
    8. Cóż można odpowiedzieć na stwierdzenie, że rozwój duchowy jest bezwartościowy? Bardzo mnie ciekawi w jaki sposób podchodzisz do opanowania mind-muscle.

      Z jakiegoś powodu kobiet wybierają jednak inne sporty. Zajrzyj sobie na dowolną sekcję fitnessu i zastanów się, czy tym kobietom naprawdę nie chce się "ruszyć dupki". Przeciętna kobieta jest zszokowana na samą sugestię, że mogłaby uprawiać kulturystykę i nikt nie wmówi mi, że to wynika z lenistwa.

      Usuń
    9. Nie zastanawiaj się co można odpowiedzieć na takie stwierdzenie, bo takie stwierdzenie nie padło... natomiast skoro już o tym mowa to siłownia nie jest miejscem na rozwój duchowy, tak jak kościół nie jest miejscem na rozwój muskulatury, proste i logiczne i nie ma co tego komplikować. Niestety, ale gadki o rozwoju duchowym i szacunku do swojego ciała przeplecione szyderą ze sterydziarzy to mi śmierdzi wymówką dla słabego treningu ze słabymi efektami. Ja mind-muscle nie usiłuję opanować, czuję swoje mięśnie na tyle żeby targać 220 w dl i 170 w fsq i robię to bez pomocy sterydów, ale tez bez pomocy duchowości. Dorabianie ideologii do tego sportu to przerost formy nad treścią.

      A co do kobiet to po pierwsze one potrzebują mieć "fun". Smutne machanie zardzewiałymi hantlami je odrzuca, wolę przy muzyce poskakać, to żadna tajemnica. Po drugie nadal pokutuje przekonanie, że od samego patrzenia na sztangę wyrosną im wielkie mięśnie jak u faceta. Po trzecie tak jak już pisałem - trend jest odwrotny niż zaobserwowałeś - kobiet na siłkach jest coraz więc, a nie coraz mniej. Bywam regularnie od paru lat i mam możliwość porównać. A sterydziarzy w sumie też coraz więcej, może oni je przyciągają, hmmm? Zresztą zupełnie mi nie wadzi, że kobiety odpycha kulturystyka, bo ja sam kulturystyki nie uprawiam, a i kobiety u mnie na siłce (instruktorki) które uprawiają nie wyglądają za ciekawie. Twarz nawet ładna, ale jak widzę łydy jak u faceta i kaloryfer przebijający przez koszulkę to sory, ale nie ma to wiele wspólnego z kobiecością.

      Usuń
    10. Uważam, że się mylisz, Panie Anonimowy. Akurat, że Ty masz dobre predyspozycje i podnosisz dużo bez mind-muscle (tak w ogóle to w DF nie ma raczej mind-muscle, bo pracuje całe ciało, technikę tą stosuje się przy izolacjach) nie oznacza, że każdy może ciężko ćwiczyć, jak to ująłeś "do porzygu" z efektami. Ten blog czyta wiele osób początkujących, lub średnio zaawansowanych (jak ja), którzy zauważyli, że potrzebują innej drogi niż ryż z kurczakiem i wyciskanie na klatę aby się rozwijać. Wiesz mi, rady Stefana naprawdę dużo dają. Sam wiele lat straciłem na treningach po których trzęsły mi się ręce i nie dałem rady wejść po schodach, a efekty były mizerne, obwody nie rosły, siła stała w miejscu. Odkąd podchodzę do tego jak radzi Stefan, z SZACUNKIEM do własnego ciała i możliwości, to zrobiłem progres w ciężarach o 100% i poprawiłem sylwetkę. Może nie mam się czym chwalić, w porównaniu do Twoich rekordów, ale dla mnie ważne jest, że co trening jest lepiej i wciąż mam ochotę ćwiczyć! Kulturystyka naturalna (a taka jest tu promowana) ma na celu przede wszystkim zdrowie, a do tego potrzebne jest dbanie o rozwój i ciała i ducha. Trening siłowy ma dawać satysfakcję, pewne uczucie spełnienia, że robi się dla siebie coś dobrego, co da Ci zdrowie, a nie powinien być pogonią za ciężarem i wielkimi bicepsami. Brak szacunku do siebie kończy się kontuzjami lub zniechęceniem związanym z przetrenowaniem. Mnóstwo ludzi rezygnuje z treningów (jakichkolwiek, nie tylko kulturystyki) po pewnym czasie, gdyż przetrenowują się a efektów nie ma. Znam takich więc wiem co mówię. Mało kto może ćwiczyć bardzo ciężko bez sterydów i nie przepalić się. Dlatego właśnie potrzebna jest świadomość własnych możliwości, szacunek do samego siebie i pewne zmniejszenie oczekiwań. Nie każdy musi być wielki jak Pudzian, wystarczy czasem po prostu zachować zdrowie i sprawność. Nie mierz wszystkich swoją miarą i nie naśmiewaj się z tych, dla których trening siłowy to coś więcej niż machanie żelastwem.

      Usuń
    11. Co złego jest w szydzeniu ze sterydziarzy? Dla mnie ludzie, którzy ćwiczą w ten sposób to banda klaunów, więc uważam że wyśmiewanie się jest jak najbardziej na miejscu :)
      Co do reszty, to całkowicie się z Tobą nie zgadzam. Nie da się oderwać ciała od psychiki. Trenując siłowo czy nawet wykonując jakikolwiek inny sport, musisz pracować nad swoją koncentracją i motywacją. Do podnoszenia wielkich ciężarów potrzebny jest silny i wydajny układ nerwowy - kolejny dowód na to, że ciało i psychika funkcjonują razem. Wiesz, że niektórzy szachiści wspomagają się ciężkim treningiem siłowym, żeby poprawiać swoje wyniki?
      Nie chodzi tu o to, by przedstawiać trening siłowy jako formę medytacji, ale praca nad swoją koncentracją i motywacją jest w jednym i drugim przypadku dosyć podobna.
      Zupełnie nie rozumiem, co masz na myśli przez "czucie" swoich mięśni w MC. Albo nie za bardzo wiesz czym jest mind-muscle albo robisz coś bardzo głupiego.
      Co do kobiet to przeczysz sam sobie i w dodatku powtarzasz frazesy i stereotypy. Co to niby ma znaczyć, że kobiety potrzebują "mieć fun i skakać przy muzyce"? Skąd to wytrzasnąłeś? A nie widziałeś nigdy facetów, którzy przy muzyce potrafią na siłowni wyczyniać takie cuda, że aż ciężko na to znaleźć dobre porównanie?

      Usuń
    12. @Usik

      Chyba niezbyt zrozumiałeś, bo piszesz jakby nie do mnie. Ja wiem, że rady Stefana są spoko, inaczej bym nie czytał. Wiem tez że każdy jest inny i każdy inaczej reaguje na ćwiczenia... to raczej Wy zdajecie się tego nie widzieć skoro tak lekko szufladkujecie (upadek=brak szacunku). Jednemu posłuży to, innemu co innego. Są metody treningowe, skuteczne, naturalne, gdzie zajechanie ciała jest podstawą planu (np. GVT) i powtarzam - nie ma to nic wspólnego z szacunkiem (lub jego brakiem) dla siebie (czy ciała). I po co mi piszesz, że nie każdy musi byc wielki jak Pudzian? A propos czego to w ogóle było? Ehhh

      @Marek

      Co złego jest w szydzeniu ze sterydziarzy? A co dobrego? Na tym ma polegać Twój rozwój duchowy? Na pielęgnowaniu w sobie nienawiści? Wśród koksów jest taki sam odsetek debili jak wśród naturali, nie ma znaczenia to że ktoś wbija. Znam paru chłopaków co wbijają i są normalnymi, ułożonymi ludźmi dlatego leczenie swoich kompleksów ich kosztem budzi mój sprzeciw.

      A czy tamci szachiści machają sztangą nad szachownicą czy rozdzielają jeden trening od drugiego? Nooo właśnie. To chyba właśnie to napisałem wyżej, ale nie zrozumiałeś.

      A co do mind-muscle to własnie o to chodzi, ale znowu nie zrozumiałeś. Nie każdego obchodzi mind-muscle więc odwoływanie się do niego nie jest uzasadnione. Nie każdy jest taki próżny żeby ćwiczyć dla wyglądu, niektórzy chcą się w ten sposób rozwijać i skupiają się na ciężarach (hehe, ups, zaszufladkowałem? fajnie, co? :D ).

      A co do kobiet... tzn. dokładnie to co napisałem, nie da się jaśniej. Żeby kobiety zainteresować treningiem siłowym trzeba to ubrać w jakąś bardziej "fun" formę niż smutne targanie żelastwa. Dlatego większość nie ruszy się na siłkę bez różowego bidonu, dlatego ta sama sztanga z rdzą na sobie, a z napisem "crossfit" jest jakby czym innym w ich oczach itd. A wyjątki potwierdzają regułę. I nie, nie przeczę sobie, gdyby tak było to wskazałbyś fragment gdzie sobie zaprzeczyłem.

      Zresztą rozbijanie psychiki kobiet na czynniki pierwsze nie ma tutaj sensu. Wszystko wzięło się z tego, że ze swojej całkowicie błędnej obserwacji (jakoby coraz mniej kobiet chodziło na siłownię - podczas gdy jest odwrotnie) wysnułeś całkowicie błędny wniosek, że kobiety odstraszają od siłowni agresywne koksy. Wysnułeś go, bo masz jakąś koksofobię, ale to nieprawda.

      Usuń
    13. Rady Stefana są dla Ciebie spoko, ale je wyśmiewasz (cyt. "lol"). "Zajechanie się" raz na jakiś czas może pomóc przełamać stagnację, ale zajeżdżanie się na każdym treningu, bo widzi się na plakatach pakerów, którzy mówią, że "ból to cena jaką płacimy za siłę" nikomu oprócz sterydziarzom nie może służyć na dłuższą metę. I nie mówię tu o wynikach, ale o zdrowiu. O kortyzolu, adrenalinie, noradrenalinie, przepaleniu nadnerczy, przetrenowaniu itd. Trzeba się szanować i znać swoje ograniczenia po prostu.

      W artykule chodzi o "marketingowe ogłupianie" i w tym aspekcie trzeba rozumieć szacunek do siebie - i do ciała i do psyche. Nie da się w 3 tyg zrzucić brzucha czy zrobić 10kg mięśni. Takie cele powodują tylko frustrację i stres. Trzeba szanować swoje ciało i kształtować je powoli, dążyć do celu w swoim tempie, bo każdy jest inny.

      Reklamy mówią, że trzeba ciężko ćwiczyć i brać suplementy bo inaczej nie będzie wyników, a w moim i wielu innych przypadkach jest właśnie na odwrót. Lżejsze treningi (bez popuszczania sobie, po prostu bezupadkowe, w rampie "rozgrzewające" CUN) dają efekty o jakich wcześniej się nie myślało. Ja osobiście ćwiczę ciężko (jak na swoje możliwości) ale wiem kiedy odpuścić i nie mam kompleksów związanych z tym, że podnoszę 2 razy mniej jak Ty - najważniejsze, że jest to 2 razy więcej jak jeszcze rok temu. Sam stawiam sobie cele i sam je realizuję, w swoim tempie i w zgodzie ze swoimi możliwościami - o to chodzi w tym szacunku do siebie. Nie daję sobie narzucić reklamami supli jakiś celów do osiągnięcia, super sylwetki i wielkich ciężarów, bo wiem że z moimi genami bez sterydów ich nie osiągnę. Jestem zadowolony z tego co mam i kim jestem.

      Niektórzy (niećwiczący, "akceptujące siebie" grubaski czy chudzielce) twierdzą, że wszyscy ćwiczący mają kompleksy związane ze swoją sylwetką. Być może to jest właśnie wpływ marketingu i braku szacunku... Widzi się takich na youtube jak ćwicząc mdleją albo zrywają bicepsy, czy też na siłce jak nie dają rady wycisnąć za ciężkiej dla nich sztangi... Od razu człowiek myśli, że maja kompleksy i chcą schować je pod mięśniami czy dużym ciężarem. Taki negatywny obraz przenosi się potem na wszystkich ćwiczących. Nie rozumieją, że można ćwiczyć i trzymać dietę dla zdrowia i ładnego wyglądu po prostu, dla siebie.

      Usuń
    14. Mój komentarz tak jak i lol nie odnosił się do Stefana tylko komentarza Marka. Z Twoim się zgadzam i dowodzi on, że da się napisać to normalnie, dopuszczając inne metody ćwiczeń, a nie wydziwiać z ideologią, duchem, sterydziarzami.

      I bardzo dobrze, że jestes zadowolony z tego co masz i co osiągnąłeś, ja też tak mam. Najwyraźniej nie każdy może to o sobie powiedzieć, bo w przeciwnym razie nie oglądałby sie tak uporczywie na sterydziarzy i nie zwalał na nich całego zła tego świata.

      Usuń
    15. Serio uważasz, że nie ma niczego złego w rujnowaniu sobie zdrowia sterydami, tylko po to żeby móc przez kilka lat poszpanować wielkimi mięśniami? Czym innym to jest niż właśnie leczeniem swoich kompleksów i brakiem szacunku do samego siebie? Tacy ułożeni i inteligentni goście za kilka lat będą czekali w kolejce na przeszczep nerek i wątroby. Ale zanim to nastąpi przekonają całą masę "początkujących", że taka właśnie jest jedyna droga do rozwoju, a na koniec sami pewnie zajmą się dilowaniem na siłowniach.
      Nie chcę się z Tobą przerzucać wzajemnymi oskarżeniami o nierozumienie tego co się pisze, ale czy naprawdę tak trudno pojąć o co chodzi z przykładem szachistów? Psychika i ciało stanowią jedną całość. Chcąc rozwijać swoje ciało musisz kształtować też swoją psychikę i odwrotnie.
      Od początku też nie zrozumiałeś, o co chodziło z mind-muscle. Gdzie ja niby napisałem, że jest przeznaczone dla każdego? Spytałem jak sobie wyobrażasz jego opanowanie bez jednoczesnej pracy nad koncentracją. Przy okazji, zarzucając kulturystom próżność dajesz jasno do zrozumienia, że Twoje wyobrażenie kulturystyki niewiele się różni od popularnych stereotypów. Może i w przypadku sterydziarzy, których tak bronisz, jest to prawda ale w kulturystyce naturalnej w pierwszym rzędzie liczy się zdrowie i funkcjonalność.
      To co piszesz o kolorowych gadżetach można równie dobrze odnieść do kobiet i do facetów i nie ma to żadnego związku z płcią tylko z powszechną niedojrzałością. Poniekąd można to też odnieść do naszego głównego tematu. Nawet były takie badania, które wykazały, że im słabiej ktoś sobie radził w sporcie, tym bardziej się stroił w różne markowe gadżety.
      Co do cytowania sprzeczności w Twoim rozumowaniu, to musiałbym tu wkleić całą tamtą wypowiedź :) Sam piszesz o stereotypach, które odpychają kobiety o siłowni, a potem upierasz się, że ich nie ma.
      Pewnie, że kobiet na siłowniach jest z czasem coraz więcej ale to nie znaczy, że ciągle nie panują stereotypy, które niepotrzebnie nie tylko je do nich odpychają ale też skłaniają do unikania tego co napuszeni faceci określają mianem "męskich ćwiczeń". Choćby przykład tej Twojej instruktorki. Przy tak niskim BF% kobieta zaczyna mieć problemy hormonalne. Co to ma wspólnego ze zdrowiem? A tak się właśnie wyobraża przeciętną kulturystkę.

      Usuń
    16. Anonimowy - wyważona wypowiedź. W pełni się zgadzam.
      Rozwój duchowy i jednoczesna nienawiść.. Jakoś się to nie klei Marek.

      PS http://hormonwzrostu.edu.pl/metody-treningu/dlaczego-barki-nie-rosna-teoria-kulturystyki-dla-tych-ktorzy-chca-zrozumiec-wiecej-cz-2/

      Usuń
    17. Na blogu padały już różne mniej lub bardziej absurdalne oskarżenia, ale chyba nikt jeszcze tutaj nikogo nie oskarżył o nienawiść. Aż się boję spytać co przez to rozumiesz...

      Usuń
  8. Można tu dodać, że niskie spożycie nasyconych kwasów tłuszczowych powoduje zmniejszenie wydzielania serotoniny, co m.in. powoduje ciągłe napięcie i większy poziom agresji. Dlatego amatorzy ryżu i chudego mięsa oraz wege są tak bardzo agresywni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to tego się nie spodziewałem, można o tym gdzieś poczytać ? ja na nasyconych jestem cały czas i chodzę bardzo pobudzony, aktywny... na początku miałem problemy ze spaniem, budziłem się po 2-3x do łazienki ale teraz to już przeszło... z przerwami łykam też chela-mag co jeszcze bardziej pogłębia u mnie sen a rano to w ogóle nie chce mi się wstawać, zauważyłem że odkąd jestem na tłuszczach mój organizm stał się bardziej podatny na wszelkie rodzaje ingerencji w postaci suplementacji

      Usuń
    2. Sugerowałbym zacząć lekturę od jakiegoś forum dla wegan. Napisz im, że się z czymś nie zgadzasz :)

      A tak na serio, nie jestem pewny czy dobrze rozumiem Twoje pytanie ale wydaje mi się, że mylisz pozytywne pobudzenie i odczucie energii z napięciem i agresją.
      Inna sprawa, że gdyby tylko dieta miała na to wpływ, życie byłoby dużo prostsze.

      Usuń
    3. Właśnie w tym rzecz. Czym innym jest pobudzenie i wzrost motywacji, a czym innym rozdrażnienie np. wywołane głodem. Wtedy mamy jednocześnie spadek energii po pewnym czasie, jak i wzrost agresji.

      Usuń
    4. Marek ok, kiedyś to sprawdzę :D

      fakt mogłem pomylić pojęcia ;)

      jednak sadzę że to zależy też od osoby i to jak sobie z tym radzi i co nią kieruje

      Usuń
  9. Stefanie mam problem gdy wykonuje przysiady. Gdy wykonuje drabinę przy ostatnich powtórzeniach robię kota w górnym odcinku pleców. Jak to naprawić?

    OdpowiedzUsuń
  10. Robisz drabinę w przysiadach?
    Tak czy inaczej, jeśli technika pada to znaczy, że albo ciężar za duży albo za dużo powtórzeń. Tyle mogę stwierdzić na podstawie tego co napisałeś.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej.Mam takie pytanie, co zrobić ze słabszą prawą stroną ciała? Mam słabiej rozwinięte mięśnie klatki piersiowej i najszerszy grzbietu właśnie z tej strony. Miałem kontuzję prawego barku, ale już jest dobrze i wracam powoli do treningów, ale jeszcze przed kontuzją miałem z tym problemy. Miał ktoś coś takiego i co wtedy zrobiął?

    OdpowiedzUsuń
  12. Jesteś praworęczny czy leworęczny?

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeśli tak to nie ma co kombinować. Zacznij na początku łagodnie treningi, to się samo wyrówna góra za 2-3 miesiące. Natomiast warto się skupić na unikaniu kontuzji w przyszłości. Wywalić ćwiczenia kontuzjogenne na barki, jeśli takie robiłeś. Wprowadzić ćwiczenia na rotatory. I od razu dodam - zapomnij o wyciskaniu na poziomej ławie, bo kontuzja szybko wróci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra to tak zrobię. A te kontuzjogenne ćwiczenia to np wyciskanie zza głowy? Bo tego to nie robiłem już dużo czasu, już z 2 lata chyba.

      Usuń
  14. Wyciskanie zza głowy, wyciskanie na płaskiej, podciąganie do brody, krążenie ramionami na rozgrzewce... Poszukaj tu na blogu i na hormonwzrostu.edu.pl, na pewno znajdziesz dużo informacji na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok dzięki.Niestety wyciskanie na poziomej ławce robić musze , bo nie mam za barzo alternatywy, a po drugie to planuję znowu trenowć trójbój siłowy. Na jakiś czas je odpuszczę, no ale potem będę musiał je robić.

      Usuń
  15. Nie musisz :)
    Naprawdę nie masz dostępu do poręczy do dipsów?
    Możesz też robić zwykłe pompki na podłodze, zdrowsze, skuteczniejsze i bezpieczniejsze.
    W ostateczności wyciskania na różnych skosach, także głową w dół o ile nie masz problemów z krążeniem.
    Akurat w wyciskaniu na poziomej ławie masz taki układ dźwigni, że jeśli masz predyspozycje do kontuzji barków to szybko dorobisz się ich na nowo.

    OdpowiedzUsuń
  16. Popróbuje z tym skosem dolnym, o ile ta ławka mi na to pozwoli hahaha;)Poręcze są przy ławce, ale nie odważę się na nich robić bo są strasznie niestabilne i ćwiczenie na nich to spacer po linie. A ostatnio przeczytałem o takiej metodzie robienia pompek od Chada Waterburego- Najpier 5 pełnych powtórzeń, potem izometryczne trzymanie takie na do połowy zgiętych rękach w skurczu przez 5 sekund, 10 sekund przerwy, następnie 4 powtórzenia i 4 sekundy izometri i tak dalej do 3- to jedna seria. Co o tym myślisz? Tu ją znalazłem-https://www.t-nation.com/training/new-way-to-trigger-fast-muscle-growth

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jednemu z moich znajomych zwyczajnie poleciłem kupić sobie poręcze w sieci... ćwiczy w domu ma poręcze, drążek, sztangę i obciążenia na początek do 100kg, złapał zajawkę i tylko to go interesuje... może Tobie takie poręcze też by podpasowały?

      Usuń
  17. Nie traktowałbym wypocin tego pana poważnie. Potrafi każdą skuteczną metodę przerobić na dziadostwo. Każdy powinien zacząć od robienia 5 pompek? Niezależnie od poziomu zaawansowania? Czy potrafi zrobić 30 czy tylko 2? Każdy ma stosować izometrię mimo, że jest to miecz obosieczny i wielu tylko zahamuje postępy?

    OdpowiedzUsuń
  18. Stefan dwa szybkie pytania.
    1. Czy gdziekolwiek opisywałeś jak ma wyglądać prawidłowa technika przy podciąganiu na drążku ? Nigdzie nie mogę znaleźć. Ewentualnie proszę o link do dobrego filmu instruktażowego
    2. Na siłowni mam możliwość podciągania się w chwycie neutralnym. Co o tym sądzisz ? Warto ?

    OdpowiedzUsuń
  19. 1. Zapewne było nie raz, ale raczej w komentarzach. Artu o tym chyba nie pisałem.
    - zaczynasz od pełnego zwisu na drążku, łopatki rozluźnione
    - o ile wysokość położenia drążka na to pozwala nogi złączone i wyprostowane zwisają w dół
    - napinasz lekko rdzeń pośladki-brzuch
    - teraz zaczynasz ruch poprzez spięcie łopatek, co powinno podnieć ciało i kilka centymetrów
    - dopiero w tym momencie włączają się ramiona
    - podnosisz się do momentu, w którym klatka dotknie drążka lub przynajmniej znajdzie się na jego poziomie
    - opuszczasz się do pełnego rozluźnienia i znowu zaczynają łopatki...
    2. Można podciągać się neutralem.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dziękuję bardzo za odpowiedź, będę więc podciągał się w chwycie neutralnym, lepiej czuję wtedy najszersze grzbietu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na początku mojego dziennika jeden z blogowiczów podrzucił mi link do filmiku na yt gdzie bardzo fajnie ktoś przedstawia pare technik podciągania, polecam poszukać

      Usuń
  21. Nie zgodzę się z krokiem 10tym. Na masę musze zjeść 3200 kcal, jeżeli zjem mniej postępy są znikome lub nie widać ich wcale, niezależnie od podaży białka. Największy problem jest z tym, że mój organizm niezależnie od wysiłku zadowala się 2000 kcal i zjeść więcej to dla mnie męka. Czyli mój organizm jest skazany albo na bycie szczurem, albo jedzenie na siłę? 21 lat, 179, 68kg.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jesteś skazany na bycie piecem :)
    http://dziedzictwosandowa.blogspot.com/2014/07/od-genialnych-fizykow-do-nieco-mniej.html

    OdpowiedzUsuń
  23. Dziękuję za odzew, podziwiam Pana za ogromną wiedzę. Wchłonąłem hormon wzrostu, ten blog też chłonę. Na prawdę uważa Pan, że synteza mięśni nie jest aż tak zależna od tej legendarnej "nadwyżki kalorycznej" ? Mam problem, bo gdy zjem więcej niż 2000(przepraszam że wyrażam w kcal...nawyk :) , ogólnie dobijam do 3000 (2gb/kgmc, 150 g ww dziennie, reszta tłuszcze)), to mam problemy trawienne. Wzdęcia, uczucie mdłości. Wcześniej przez kilka miesięcy budziłem się ze ściskiem w żołądku, najwcześniej mam ochote na jedzenie około 12:00, jeśli wstanę o 8:00. Dodatkowo mam trądzik(wcześniej ogromne prolbemy, teraz mniejsze). Gdzieś wyczytałem , że rosnące mięśnie same upomną się o większe ilości pokarmu, ale mnie to nie dotyczy. Czy myśli Pan, że powyższe objawy mogą świadczyć o jakimś problemie z przewodem pokarmowym, przez które nie mogę jeść tyle, ile organizm potrzebuje? Robiłem badania u alergologa na pokarm, nie toleruje żółtka jaj, białka żyta oraz laktozy.
    Dodatkowo powiem, że robiłem sobie "test sodowy". Nie wiem na ile uważa go Pan za wiarygodny..ale beknięcie samoistne nie nastąpiło. Przepraszam za chaotyczną wypowiedź, ale jest tyle czynników, że ciężko to opisać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Najważniejsze pytanie, na które trzeba sobie odpowiedzieć to takie - na ile te nadwyżki jedzenia budują mięśnie, a na ile tkankę tłuszczową? By sobie na to odpowiedzieć trzeba mierzyć systematycznie fałdy tłuszczowe. Same pomiary wagi czy obwodów niewiele powiedzą.
    Druga sprawa to możliwa niska ilość kwasu w żołądku. Tu znowu, dużo jedzenia tylko tak naprawdę się marnuje, bo nie jest dobrze przyswajana. Być może przydałaby się betaina HCL, ale to jest do przemyślenia.

    Akurat na białka zbóż uczulona jest cała populacja. Jedni mniej inni więcej. I nie chodzi tylko o gluten, choć najbardziej o niego. U jednych objawia się to mocniej, u innych słabiej lub po latach - tym niemniej lepiej od zbóż trzymać się z daleko. Czasem objawia się to późno np. obniżoną sprawnością intelektualną. Warto mieć świadomość, że współczesne zboża mają ok. 40 razy więcej glutenu niż te z przed kilkudziesięciu lat. Do tego dochodzą choćby lektyny.

    Nie mam wysokiego zdania na temat robionych w Polsce testów alergicznych, wychodzą często cuda, które nijak się mają do rzeczywistości.

    Wreszcie trening. Po wielu latach przestałem wierzyć w jedzenie na siłę. Często właśnie takie jedzenie zamiast przyspieszać opóźnia wzrost. To trening jest podstawowym czynnikiem anabolicznym, jeśli właściwym treningiem wymusisz wzrost to organizm faktycznie sam upomni się o więcej jedzenia.

    No i na koniec. W naturalnych warunkach jeśli przybywa czystych mięśni 1kg na miesiąc czy dwa, to jest całkiem sporo. Pisałem o tym powyżej. Najważniejszym wyznacznikiem jest wzrost siły, jeśli rośnie to i masa z czasem przyjdzie. Masa nie rośnie liniowo.

    OdpowiedzUsuń