poniedziałek, 16 lutego 2015

Zdrowe i legalne anaboliki? cz. 1

Kulturystyka dnia dzisiejszego

Początki wykorzystania sterydów w kulturystyce datują się na lata sześćdziesiąte i od tego czasu problem ten zaległ cieniem na tej dyscyplinie. Tak oto sterydy anaboliczne od pół wieku zdominowały kulturystykę zawodową, a nierzadko też amatorską i taką uprawianą ponoć „dla zdrowia”. Z czasem dawki stawały się coraz większe, a doszły do nich diuretyki, specjalne systemy odblokowań po cyklach no i oczywiście syntetyczny hormon wzrostu. Teraz pojawiają się wzmianki o dopingu genetycznym... Dziś już w mentalności przeciętnego człowieka kulturystyka równa się sterydy, choć prawda jest taka, że w innych sportach sprawa wcale nie wygląda lepiej. Niegdyś pewien bywalec zakładów karnych wygłosił sentencję, że ludzie dzielą się na takich, których już złapano i na takich, których jeszcze nie złapano. Obawiam się, że sentencja ta pasuje jak ulał do wszystkich sportowców z najwyższej półki. Oczywiście nie chcę nikogo oskarżać bez dowodów, ale każdy kto trochę otarł się o problematykę musi ostatecznie wyleczyć się z naiwności.
Jakby w opozycji do tego nurtu rozwija się obecnie kulturystyka naturalna. Idzie ona dwoma jakże odrębnymi kanałami. Wystarczy przytoczyć postać Poldka Wilka. Z jego wypowiedzi wnioskuję występowanie owego kanału ukierunkowanego na protest. „My nie bierzemy”. Widać też pewne uzależnienie w myśleniu od metod zawodowców. Skoro nie bierzesz sterydów musisz trenować mniej i lżej. Nie do końca zgadzam się z tym twierdzeniem. Jednak w tym miejscu nie będę rozwijał tej myśli.
Ważniejszy jest dla mnie drugi kanał, który stopniowo toruje sobie drogę. Jednak musi jeszcze upłynąć sporo czasu, by został zauważony przez przeciętnych bywalców siłowni. Jest to nurt wypracowujący własną metodologię i dietetykę opartą na poważnych badaniach naukowych i własnych eksperymentach, a nie tylko na kompleksach wobec zawodowców. Na razie większość ćwiczących, którzy nie dali się skusić sterydom skłania się raczej ku pierwszej opcji. Widać to choćby w wypowiedziach zwolenników HST.
Poszukujący nowej drogi opierają swoje poszukiwania o takie autorytety, jak Gironda, Zaciorski, Poliquin i Thibaudeau. Być może nie każdy z tych wielkich trenerów opowiada się wprost przeciw sterydom w kulturystyce, ale ich metodyka ma na tyle podłoże naukowe, że mogą z niej do pewnego stopnia z powodzeniem korzystać kulturyści naturalni. Na pewno Vince Gironda był zażartym wrogiem dopingu w sporcie. Dawał temu wyraz w tak charakterystycznych dla siebie wypowiedziach. Nie przebierając w słowach mówił i pisał co o tym myśli. Co nie oznacza, że nie ustrzegł się pewnej naiwności twierdząc, iż żaden z jego podopiecznych nie bierze. A może jednak wiedział lub się domyślał?

Nęcąca pokusa

Nie chcę być moralistą. Mimo powszechnego dostępu do internetu, wiedza na temat metodyki treningowej wcale nie leży w zasięgu ręki, jak mogłoby to się wydawać. Więcej raczej treningów mistrzów i napakowanych chemią zawodowców niż uczciwych artykułów i wypowiedzi. Rzesze początkujących próbują naśladować swoich idoli. Na początku organizm pod wpływem nowych bodźców rośnie, ale kiedyś ten proces musi się zatrzymać. Często efekty mogą być dość dalekie od oczekiwań.
Wreszcie przyjść musi zniechęcenie. Wtedy otwierają się trzy drogi. Jedna prowadzi poza siłownię. Po dwóch lub trzech latach znaczny procent porzuca treningi. Trudno im się dziwić. Niektórzy katują się dalej coraz ciężej i ciężej, a efektów brak lub są mizerne. No i wreszcie jest grono tych ulegających pokusie. Ich też musimy zrozumieć. Chcą wyglądać lepiej, a to wydaje im się jedynym sposobem. Tak wchodzi się na drogę, z której trudno zawrócić. Pytanie o zdrowie przyjdzie później. Czasem za późno.

O czym się nie mówi?

O czym się nie mówi początkującym? Przede wszystkim o korekcji wad postawy. To nierzadko poważny czynnik utrudniający nabywanie masy mięśniowej. Nie wskazuje im się też odpowiednich metod treningowych oraz właściwej diety i dodatkowych a przy tym zdrowych sposobów wspomagania. Z racji, że artykuł ten traktuje o legalnych anabolikach, nie będę tutaj zajmował się sprawami rehabilitacji i metodyki treningowej. Skupię się na diecie i ciekawych dodatkach, a zwłaszcza jedynym, który ostatnio odkryłem, a którego skuteczność mnie zdumiała. O tyle jestem pod wrażeniem tego środka, że wydawałoby się, iż po tylu latach poszukiwań nie mogę już znaleźć niczego co tak bardzo może mój rozwój popchnąć do przodu. Myliłem się. Zawsze jeszcze można coś znaleźć. Oczywiście nie możemy się oszukiwać, zioła same z siebie cudów nie zdziałają, ale zawsze nieco mogą wspomóc nasze starania. O tym wszystkim w drugiej i trzeciej części.

20 komentarzy:

  1. Kiedy planujesz nastepne czesci Stefanie? Moze zdradzisz nazwe tego dodatku nieco wczesniej:)

    Dziekuje za kolejny ciakawty art i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Obstawiam którys z tych. Pokrzywa, buzdyganek, Niepokalanek, koniczyna czerwona, Przywrotnik pospolity

    OdpowiedzUsuń
  3. To są też stare arty z HGH, które w miarę potrzeb ewentualnie trochę poprawiam i uaktualniam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja obstawiam witamine C w wiekszych niz zalecane ilosciach albo yerba mate.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to pisałem nie wiedziałem jeszcze o efektach z witaminą C, a yerbę póki co ciągle badam, bo okazuje się że yerba yerbie bardzo nierówna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja juz nie mam pomyslow, wiec nie pozostaje mi nic innego jak grzecznie czekac na kolejne czesci:).

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że nie mamy jak obstawiać zakładów :)
    Przypominam sobie, że na HW często było wspominane jakieś zioło do picia ale nie pamiętam już jakie. Kozieradka? Kiedyś też Stefan pisał, że zamierza przetestować czystek lekarski :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Napięcie rośnie :)
    Ja stawaim albo na kozieradkę albo na korzeń pokrzywy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam, czy moglby mi ktos przyblizyc o co chodzi z jajkami?
    Tzn, tyle sie mowi jak one szkodza gdy sie ich je za duzo. Czy to prawda? Jesli tak to mozna jakos to zniwelowac?

    OdpowiedzUsuń
  10. Jajka w żaden sposób nie szkodzą, chyba że ktoś ma na nie uczulenie. Teoretycznie można więc jeść je w dowolnej ilości ale w praktyce każdy pokarm jedzony zbyt często może doprowadzić do tzw. uczulenie pokarmowego, czyli w praktyce do wstrętu do danego pokarmu ale nie chodzi tylko o sam wstręt bo w grę wchodzą też wymioty, bóle brzucha itp.
    Jajka, zwłaszcza surowe, mają to do siebie że u większości ludzi wywołują takie uczulenie pokarmowe stosunkowo łatwo. Natomiast to, ile konkretnie można w związku z tym zjeść jajek, to już sprawa indywidualna. Są ludzie, którzy potrafią codziennie zjadać po kilkadziesiąt surowych jaj i nic im się nie dzieje, a są tacy, którym zbrzydną po kilkunastu. Dla mnie na przykład granica wynosi około15-20 jajek jedzonych codziennie, chociaż na szczęście nigdy się takiego wstrętu nie dorobiłem :)
    Krótko mówiąc można jeść dowolne ilości jajek, byleby przeplatać je z innymi źródłami białka takimi jak różne rodzaje mięsa czy nabiału.
    Osobną sprawą jest jeszcze fakt, że jajka jako pierwsze padły ofiarą histerii związanej z rzekomym złym wpływem cholesterolu na zdrowie. Więcej na ten temat można przeczytać na Nowej Debacie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oczywiście pisząc w pierwszym zdaniu o uczuleniu miałem na myśli reakcję alergiczną. Uczulenie pokarmowe to zupełnie inna bajka :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jajka są jedną z najczęstszych nietolerancji pokarmowych, obok glutenu i nabiału.
    Niektórzy wiążą to ze spożywaniem niezapłodnionych jaj

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziekuje bardzo :-)
    Surowych nie jadam, tylko jajecznice albo gotowane.
    Ale to chyba nie wielka roznica...
    Moge tez dodac ze kilka razy w tygodniu(nie codziennie) po 3-6 jajek.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli nie jesz surowych to z punktu widzenia straty mikroelementów lepiej gotować na miękko. W każdym razie częściej tak, niż robić jajecznicę. Ewentualnie tzw. sadzone, gdzie żółtko pozostaje niemal płynne.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze, dziekuje za wskazowki :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. A jeszcze jedno...
    Co z mitem o bezplodnosci?
    Ponoc za duzo jajek tygodniowo to problemy z plodnoscia?
    Jest gdzies jakis porzadny artykul o tym?
    Wszedzie tylko o choresterolu pisza a o plodnosci nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  17. Jeszcze jako dziecko słyszałem takie bajki. Czasem dobre jest bajki poczytać, ale niekoniecznie należy w nie wierzyć :) Nie ma żadnego związku. Jakoś ludzie zjadający po 50-70 jajek dziennie na brak potencji się nie skarżą.

    OdpowiedzUsuń
  18. stawiam na żyworódkę :)

    OdpowiedzUsuń