Różne drogi do zmęczenia
Czy
zastanawialiście się kiedyś nad problemem zmęczenia? Przy czym
nie chodzi mi o jakieś niezobowiązujące teoretyzowania, ale o
konkretne odniesienie do własnych treningów i do życia. W tym
kontekście rzecz jasna musi pojawić się straszne słowo
"przetrenowanie". Ostatnio często do niego wracam, ale
dzieje się tak dlatego, że trudno obalić ten tak silnie od 50 lat
zakorzeniony w umysłach trenujących zabobon. Wielu ludzi czując
większe zmęczenie stwierdza, że chyba się przetrenowało i
odpuszcza sobie treningi. Trzeba zatem te dwa zjawiska od siebie
oddzielić mocną grubą linią. Przetrenowanie zdarza się bardzo
rzadko i jest wynikiem braku higieny życia (dieta, sen). Natomiast
zmęczenie pojawia się w życiu dość często. Bynajmniej też nie
musi wynikać z nadmiaru wysiłku. Pamiętam kiedyś, gdy jeszcze
pracowałem fizycznie, że najbardziej wychodziłem zmęczony z pracy
w te dni, w które z różnych powodów nie było nic do roboty i
siedziało się bezczynnie 8 godzin. Wtedy zrozumiałem, że w
fabryce czy na kopalni, najbardziej zmęczeni nie są ci, którzy
ciężko pracują całą dniówkę, ale właśnie panie siedzące w
biurze i popijające kawę oraz układające pasjansa na komputerze.
Nie mam tu zamiaru obrażać wszystkich pracowników biurowych, tym
niemniej widziałem aż nazbyt wielu właśnie w ten sposób
"pracujących".
