sobota, 20 grudnia 2014
środa, 17 grudnia 2014
wtorek, 16 grudnia 2014
Kontrakt psychologiczny. Nieformalna strona zarządzania cz. 3
Nim pójdziemy dalej
w naszych rozważaniach musimy kwestię pochwały i doceniania
pracownika dobrze zrozumieć. Nawet przy dużym zaangażowaniu w
pracę brak pochwały nie jest jeszcze naruszeniem nieformalnych
oczekiwań. Jeśli pracownik ma poczucie, iż mimo braku lub
rzadkości bezpośrednich deklaracji swoich przełożonych jest po
prostu doceniany – kontrakt psychologiczny jest zwykle
przestrzegany w sposób satysfakcjonujący obie strony. Przecież nie
chodzi o słowa, które jak wcześniej wykazałem mogą nie oddawać
prawdy, lecz o postawę przełożonego wobec pracownika.
Nie można też
rozpatrywać doceniania i pochwały w oderwaniu od całego zespołu
pracowniczego. W ramach nieformalnych zasad każdy pracownik
oczekuje, że będzie sprawiedliwie traktowany. Co oznacza, że np.
nie zostanie przed nim awansowany lub inaczej wyróżniony inny
pracownik, który uzyskał gorsze efekty albo mniej się do pracy
przykładał. Czy też taki, który jest mniej kompetentny.
W skład listy
oczekiwań pracownika wchodzi również kwestia stworzenia mu przez
pracodawcę możliwości rozwijania własnych kompetencji zawodowych.
Przy czym w tym punkcie musimy zachować pewną ostrożność. Takie
ujęcie na pewno pojawia się w naukowych opracowaniach, na temat
kontraktu psychologicznego i zarządzania ludźmi. Nas jednak
powinien interesować stan faktyczny, a nie idealny. Każdy kto
posiada choć w niewielkim stopniu rozwinięty zmysł obserwacyjny i
zdolność do krytycznego myślenia, wie, że podobne oczekiwania nie
charakteryzują wszystkich pracowników. Wręcz przeciwnie. Część
z nich chce tylko i wyłącznie „odrobić pańszczyznę” i iść
do domu, by oddawać się niezobowiązującym rozrywkom. Nie chcą
się rozwijać i każda próba skierowania ich w takim kierunku
będzie przez nich odczytywana, jako naruszenie kontraktu. Oczywiście
ich postawa nie jest właściwa i pracownicy pragnący się rozwijać
zawsze są bardziej wartościowi dla firmy, niemniej trzeba zdawać
sobie sprawę z tej różnicy postaw. Niekiedy sam pracodawca woli
zatrudniać takich ludzi do pewnych prostych działań, które nie
wymagają kreatywności. Już dawno temu wykazano, że ludzie
bardziej inteligentni i kreatywni gorzej radzą sobie z monotonnymi
zajęciami. Jak widać te dwie grupy odróżnia nie tylko to, lecz
także poziom i rodzaj oczekiwań w ramach kontraktu
psychologicznego. Pracownicy mało kreatywni i mało ambitni
oczekują, iż nikt nie będzie ich wysyłał na żadne szkolenia ani
wymagał od nich rozwoju zawodowego.
W związku z
rozwojem zawodowym musimy rozpatrzyć jeszcze jedną możliwość.
Mianowicie taką, gdy wprawdzie pracodawca stwarza warunki do
rozwoju, wręcz kieruje na kursy i szkolenia, ale poziom tych szkoleń
jest bardzo niski i nieadekwatny do potrzeb i aspiracji danego
pracownika. Wtedy będzie to odbierane tylko i wyłącznie, jako
marnotrawstwo czasu. Również zawiedzie oczekiwania pracownika.
Dlatego też warto wcześniej upewniać się co do merytorycznej
wartości i sposobu prowadzenia szkoleń, na które posyła się
swoich podwładnych.
Choć umowa zwykle
precyzuje kwestię czasu zatrudnia, czy jest to dany okres, czy też
czas nieokreślony, to gdy w grę wchodzi ta druga ewentualność,
pracownik oczekuje, że będzie zatrudniony przez dłuższy okres
czasu i nie zostanie zwolniony bez wyraźnych powodów. Jeśli
zwalnia się go z tzw. przyczyn ekonomicznych, gdy jednocześnie na
co dzień obserwuje w firmie marnotrawstwo, to wprawdzie pracodawca
nie łamie formalnej umowy, ale do jakiegoś stopnia narusza kontrakt
psychologiczny.
W tym miejscu warto
wrócić do problemu umów o dzieło, czy też zlecenie. Tu znowu się
narażę, choć tym razem komu innemu, lecz muszę to jasno
stwierdzić. Związki zawodowe nie zawsze dbają o realny interes
pracowników. Na podstawie powstałego ostatnio szumu medialnego i
wypowiedzi związkowców mogłoby się wydawać, że takie umowy
zawsze są krzywdzące dla pracowników i zawierane niejako pod
ekonomicznym przymusem. Tak nie jest. Na pewno dotyczy to niektórych
sytuacji, ale w wielu wypadkach podobna forma współpracy jest
satysfakcjonująca dla obu stron. Niektórzy pracownicy wolą mieć
większą swobodę, tak w zakresie czasu i miejsca wykonywania
konkretnych usług, jak i wiązania się z pracodawcą. Ich
oczekiwania są zatem inne. Pragną respektowania swojej
niezależności. Prócz tego lista nieformalnych oczekiwań będzie
znacznie krótsza niż w przypadku pracownika etatowego, który musi
każdego dnia roboczego stawiać się w firmie.
Jednak ze względu
na szczególne cechy, jakie zwykle charakteryzują ludzi decydujących
się na podjęcie pracy w takiej formie, trzeba zakładać, że
oczekują oni nieco więcej szacunku ze strony pracodawcy niż zwykły
pracownik etatowy. Jest to dosyć łatwe do uzyskania. Wystarczy w
rozmowach, czy też korespondencji nie zapominać o zwrotach
grzecznościowych i odpowiednio formułować swoje wypowiedzi.
Na koniec trzeba
jeszcze wspomnieć o zmianach formalnych, jakie od czasu do czasu
zachodzą w każdej firmie. Zwykle zmienia się wówczas jej
struktura, czasami wiąże się to też z przesunięciami kadrowymi.
Kierownictwo w takiej sytuacji musi się liczyć z tym, że część
pracowników poczuje się rozczarowana. Związali się z firmą o
określonym charakterze i strukturze, a tymczasem nagle wszystko to
się zmienia. Czy ich oczekiwania dotyczące trwałości struktury są
realne i właściwe? Oczywiście, że nie. Choć trzeba też brać
pod uwagę fakt, iż nie zawsze wprowadzane zmiany są zasadne czy
też dobre dla firmy. Wówczas można przyjąć, że pracownicy choć
częściowo będą mieli rację. Do tych zmian trzeba zaliczyć także
nadmierne dyscyplinowanie załogi. Ono również w pewnych warunkach
może zostać odebrane, jako łamanie zasad kontraktu
psychologicznego.
cdn.
Źródła:
P. Mankin, C.
Cooper, Ch. Cox, Organizacja a kontrakt psychologiczny.
Zarządzanie ludźmi w pracy, tłum. G. Kranas PWN Warszawa 2000.
S.
P. Morreale, B. H. Spitzberg, J. K. Barge,
Komunikacja między
ludźmi: motywacja, wiedza i umiejętności,
tłum. P. Izdebski, A. Jaworska, D. Kobylińska, PWN Warszawa 2007.
środa, 10 grudnia 2014
Kontrakt psychologiczny. Nieformalna strona zarządzania cz. 2
Nim pójdziemy dalej
w naszych rozważaniach proponuję się na chwilę zatrzymać i
przeprowadzić prosty eksperyment. Należy go zrobić teraz, a potem
powtórzyć już po zakończeniu lektury całego tego cyklu. Wówczas
też porównać uzyskane wyniki. Szczególnie te, które będą
dotyczyły naszej pracy. Być może dowiemy się dzięki temu wielu
interesujących rzeczy, na temat naszej postawy i oczekiwań.
Do przeprowadzenia
doświadczenia potrzebna nam będzie jedynie kartka papieru i
długopis. Należy wybrać dwie relacje pozazawodowe oraz zaraz po
ich analizie to samo doświadczenie przeprowadzić w stosunku do
swojej sytuacji zawodowej. Należy zastanowić się i wypisać nasze
nieformalne oczekiwania w stosunku do każdej z tych relacji. Gdy
chodzi o naszą pracę – w stosunku do pracodawcy (albo
bezpośredniego przełożonego) lub jeśli sami jesteśmy pracodawcą,
w stosunku do jednego ze swoich pracowników. Najlepiej w tym wypadku
wybrać bardzo konkretną osobą, zamiast posługiwać się jakimś
nieokreślonym abstraktem pracownika.
Wynik naszych
rozważań zapisujemy na kartce lub w notatniku i zostawiamy sobie do
późniejszych porównań. Teraz możemy pójść dalej. Nie będę
tutaj szczegółowo analizował relacji pozazawodowych i
nieformalnych. Wiadomo, że oczekujemy w nich wsparcia, szacunku, być
może także intymności – rozumianej szerzej niźli tylko w
wymiarze seksualnym. Oczkujemy także zwykle szczerości i
lojalności.
Zatem, czego
oczekuje pracownik od pracodawcy? Zacznijmy od przypomnienia
formalnych zobowiązań. Pracownik oczekuje wypłacanego regularnie
wynagrodzenia (w tym także odprowadzania składek ubezpieczeniowych
itp.) oraz stworzenia określonych warunków do pracy. Zwykle także
dostarczenia koniecznych do jej wykonania materiałów. W tej kwestii
wiele się ostatnio zmienia, gdyż coraz więcej osób pracuje na
własny rachunek w domu przyjmując konkretne zlecenia od różnych
pracodawców. W tej sytuacji pracownik sam stwarza sobie miejsce
pracy i nie oczekuje tego od zleceniodawcy. Tutaj warto napomknąć o
kontrakcie psychologicznym związanym z umowami o dzieło czy też
zlecanie, lecz tym zajmę się niebawem nieco szerzej. Teraz
przejdźmy dalej tak, by nie rozbijać ciągłości wywodu.
Jakie są formalne
oczekiwania pracodawcy? Rzecz jasna oczekuje on wykonania zleconych
zadań i nie podejmowania działań na szkodę firmy, a więc
odpowiednie i celowe rozporządzanie powierzonymi sobie materiałami
i narzędziami. Na tym praktycznie można zakończyć i zamknąć
listę formalnych oczekiwań obu stron. Jednak, jak już wspomniałem
na początku, wcale nie wyczerpuje to tematu wszelkich oczekiwań
związanych z relacjami zawodowymi. Spójrzmy więc na pozostałe.
Nieformalnie
pracownik ma sporo oczekiwań, które nie zawsze są bezpośrednio
uświadomione. Zwykle pragnie być doceniany. Nie tylko w formie
finansowej. Dobre słowo, podkreślenie zasług, jeśli tylko jest
szczere i pozbawione hipokryzji, będzie równie silnie motywowało
do pracy.
Chciałbym na
chwilę zatrzymać się przy tej sprawie. Człowiek zwykle dokładnie
wie, kiedy jest chwalony szczerze, a kiedy pochwała nie jest niczym
innym, jak tylko formą manipulacji. Trzeba być niemal zupełnie
pozbawionym wrażliwości społecznej, by tej różnicy nie wyczuwać.
Wprawdzie niektórzy przełożeni potrafią się doskonale maskować,
ale zazwyczaj prawda i tak wychodzi na jaw, gdy na przykład coś w
firmie idzie źle i nagle pracownik słyszy o sobie zupełnie co
innego niż wcześniej. Gdy przełożonemu zależało na szybkim
wykonaniu pracy, pracownik był chwalony. Gdy coś, co w dodatku nie
wynika z winy tego pracownika, idzie źle lub przedsiębiorstwo nie
ma pilnych zleceń i nie stoi najlepiej finansowo, nagle okazje się
nierobem pozbawionym wszelkich talentów.
Taka postawa jest
jawnym łamaniem kontraktu psychologicznego przez kierownika.
Pracownik czuje się oszukany i co więcej, ma do takiego poczucia
prawo. Pozwolę sobie nawet narazić się niektórym pracodawcom i
napisać wprost... Niejednokrotnie szumne mowy w czasie opłatków
firmowych, czy też innych okolicznościowych imprez integracyjnych
organizowanych dla pracowników, drażnią i są również przejawem
łamania kontraktu psychologicznego. Dlaczego? Dzieje się tak wtedy,
gdy przemówienia takie stoją w jawnej sprzeczności ze słowami i
sposobem traktowania pracowników na co dzień. Już mniejszym złem
jest niewłaściwe traktowanie pracowników cały czas, niźli takie
okresowe popisy hipokryzji. Warto, by przełożeni wzięli sobie tę
przestrogę do serca. Jeśli nie potrafią odpowiednio doceniać
swoich ludzi, to przynajmniej powinni być w tym konsekwentni.
To samo dotyczy
samej idei integracji załogi. Jeśli jest tylko formalnym działaniem
od czasu do czasu, a na co dzień w firmie raczej wywołuje się
sztucznie nadmierną rywalizację, ceni lizusostwo czy donoszenie na
kolegów – mamy do czynienia z łamaniem kontraktu w większym
stopniu, niż gdyby te naganne praktyki nie były od czasu do czasu
przetykane tzw. integracją. Same w sobie są łamaniem zasad
nieformalnych, ale nie aż tak bardzo, jak w opisanym przypadku
sztucznej integracji, jawnie sprzecznej z prawdziwymi intencjami
pracodawcy.
By dobrze zrozumieć
w czym rzecz muszę jeszcze dodać kolejną uwagę. Brak pochwał ze
strony przełożonego nie oznacza automatycznie łamania kontraktu
psychologicznego. Gdy pracownik nie robi nic ponad swoje obowiązki
lub wręcz wykonuje je opieszale i mimo tego oczekuje uznania, to
mamy do czynienia ze wspomnianymi już wygórowanymi oczekiwaniami, a
więc problem leży po jego stronie i to on poniekąd łamie zasady
kontraktu.
cdn.
Źródła:
P. Mankin, C.
Cooper, Ch. Cox, Organizacja a kontrakt psychologiczny.
Zarządzanie ludźmi w pracy, tłum. G. Kranas PWN Warszawa 2000.
S.
P. Morreale, B. H. Spitzberg, J. K. Barge,
Komunikacja między
ludźmi: motywacja, wiedza i umiejętności,
tłum. P. Izdebski, A. Jaworska, D. Kobylińska, PWN Warszawa 2007.
niedziela, 7 grudnia 2014
Kontrakt psychologiczny. Nieformalna strona zarządzania cz. 1
Kontrakt
psychologiczny jest terminem, który w psychologii pracy pojawił się
stosunkowo niedawno. Z tego powodu dla wielu zarządzających, czy
też ich podwładnych, pozostaje ciągle czymś nowym. Jest jedną z
tych rzeczy, z którą każdy z nas styka się niemal codziennie, a
jednocześnie nie do końca zdaje sobie z tego sprawę.
Wielu ludzi
wyobraża sobie, iż relacje pomiędzy pracownikiem a pracodawcą
opierają się tylko i wyłącznie na zasadzie wykonywania pewnych
zadań, za które otrzymuje się zapłatę. Innymi słowy pracodawca
oczekuje, że zlecone zadania zawarte w formalnej umowie będą przez
pracownika wypełniane, natomiast pracownik, iż za wykonanie tych
zadań będzie otrzymywał zapłatę. Również określoną w umowie.
Wszystko zatem sprowadza się do tego, co zostało zapisane w umowie
o pracę. Tak mogłoby być tylko w przypadku, gdyby chodziło o
relacje pomiędzy robotami. W przypadku ludzi rzeczy nigdy nie
przedstawiają się tak prosto. Zawsze obok aspektu formalnego mamy
do czynienia także z tym nieformalnym.
Nim jednak
pójdziemy dalej w rozważaniu niuansów w stosunkach zawodowych,
spróbujmy najpierw ogólnie opisać czym właściwie jest wspomniany
kontrakt psychologiczny. Mamy bowiem z nim do czynienia zawsze, gdy
stykają się ze sobą co najmniej dwie osoby. Może również
dotyczyć większych grup. Jego najważniejszą cechą
charakterystyczną jest nieformalność! Takiego kontraktu nie
spisuje się na papierze. Zwykle też nie określa się jasno jego
zasad słowami. Gdyby do tego doszło nie ma już mowy o kontrakcie
psychologicznym, lecz raczej jakimś innym. Przynajmniej nie w tym
sensie, jaki tutaj jest prezentowany. Jednak wcale nie oznacza to, że
za kulisami spisanej czy wypowiedzianej umowy nie będzie krył się
jakiś inny nie do końca uświadomiony kontrakt psychologiczny.
Przykładem
pozazawodowym będzie na przykład małżeństwo lub relacja
partnerska. Jest to przykład o tyle ciekawy, że trudno w nim jasno
wytyczyć, gdzie kończy się część formalna, a zaczyna
nieformalna. Kontrakt między małżonkami zakłada wierność i
wzajemne wsparcie. Praktycznie w większości dziedzin życia. Jednak
każdy wie, że aspekt wsparcia psychologicznego nie daje się
sformalizować. Dlatego też często mąż przestrzegając formalnych
zasad, czyli wierności seksualnej, czy też odpowiedzialności
finansowej za rodzinę, jednocześnie nie rozumie dlaczego żona ma
do niego o coś pretensje. Przecież robi wszystko do czego się
zobowiązał. Czego więc ona chce więcej? Ano właśnie domaga się
przestrzegania kontraktu psychologicznego. Tego, by z nią
porozmawiał, by jej doradził itd. Tego, czego wprost nie ujmuje się
w przysiędze małżeńskiej, ale czego jednak małżonkowie od
siebie oczekują. Tak ulotne zjawisko, jak poczucie bezpieczeństwa
czy zaufanie trudno sformalizować. Co wcale nie oznacza, że ich nie
ma.
Innym przykładem
będzie przyjaźń, która ze swej natury jest relacją całkowicie
nieformalną. Od przyjaciela oczekuje się również wsparcia i
pewnej dozy lojalności, choć nigdy nie ujęło się tego wprost w
jakiejś umowie. Pisemnej czy słownej. Zwykle nawet trudno wyznaczyć
moment, w którym zwykłe kontakty towarzyskie przeradzają się w
przyjaźń. Jednak gdy dowiadujemy się, że przyjaciel obmawia nas
przed osobą trzecią lub rozpowiada rzeczy powierzone mu w sekrecie,
czujemy się oszukani. Zostały złamane zasady kontraktu
psychologicznego.
Rozpatrując
kontrakt psychologiczny nie musimy wcale ograniczać się do bliskich
relacji. Powiedzmy, że znajomy pożycza od nas książkę. Zamiast
oddać ją zgodnie z wcześniejszym zapewnieniem po tygodniu,
przynosi dopiero po miesiącu. Może nie oddać jej wcale lub zwrócić
podniszczoną. We wszystkich tych wypadkach będziemy czuć
dyskomfort. Zostały złamane niepisane zasady kontraktu
psychologicznego, które w tym określonym wypadku były nawet dość
jasno sprecyzowane. Jeśli należymy do osób konsekwentnych to temu
znajomemu już nic nie pożyczymy, a być może nawet ograniczymy z
nim kontakty towarzyskie. Jakże często doświadczamy podobnej
niefrasobliwości ze strony innych ludzi. Być może sami mamy
skłonności do łamania zasad kontraktu w tym przypadku nie
doceniając jego społecznego oddziaływania.
Jak widać kontrakt
psychologiczny jest pewnym zbiorem nieformalnych zasad. Czasem
wypowiedzianych, a czasem nie. Jest to to, co zwykło się określać
jako „zrozumiałe samo przez się”. Jego złamania nie możemy
dochodzić w żadnym sądzie, gdyż przestrzegania kontraktu
psychologicznego nie gwarantują nam żadne przepisy. Być może
nawet, gdy przedstawimy sprawę innemu znajomemu, ten wzruszy
ramionami i nie zrozumie o co nam chodzi. Bowiem kontrakt
psychologiczny ma jeszcze jedną ważną cechę. Nie jest zjawiskiem,
które można oceniać całkowicie obiektywnie. Choć opiera się na
określonych i powszechnie przyjętych normach społecznych, to pewne
jego niuanse w konkretnej indywidualnej sytuacji wymykają się
obiektywizacji i stanowią część subiektywnego odczuwania. To
rzecz jasna sprawia, że w wypadku, gdy to odczuwanie u obu
poszczególnych stron nie przebiega tak samo, może dochodzić do
szeregu nieporozumień.
Tutaj dochodzimy do
bardzo ważnej konkluzji. By kontrakt psychologiczny był
satysfakcjonujący dla obu stron, muszą one wykazywać się pewną
formą empatii i przynajmniej częściowo wiedzieć, czego w tej
sytuacji się od nich oczekuje. Przy czym musimy również pamiętać,
że oczekiwania jednej ze stron mogą być zawyżone i nieadekwatne
do sytuacji, czy nawet nierealne. Małżonkowie powinni poświęcać
sobie wzajemnie czas, rozmawiać ze sobą i starać się zrozumieć.
Jednak żona, która oczekuje, że mąż nie pójdzie do pracy tylko
będzie nieustannie jej słuchał, narusza kontrakt psychologiczny
nie poprzez łamanie jego zasad, lecz przez wysuwanie nierealnych
oczekiwań.
cdn.
Źródła:
P. Mankin, C.
Cooper, Ch. Cox, Organizacja a kontrakt psychologiczny.
Zarządzanie ludźmi w pracy, tłum. G. Kranas PWN Warszawa 2000.
S.
P. Morreale, B. H. Spitzberg, J. K. Barge,
Komunikacja między
ludźmi: motywacja, wiedza i umiejętności,
tłum. P. Izdebski, A. Jaworska, D. Kobylińska, PWN Warszawa 2007.
sobota, 6 grudnia 2014
WPŁYW USZKODZENIA MIĘŚNIA NADGRZEBIENIOWEGO NA STABILNOŚĆ I MOBLINOŚĆ OBRĘCZY BARKOWEJ
Polecam
lekturę każdemu kto interesuje się anatomią, a w szczególności
budową kostną i mięśniową barków, problemami z rotatorami itp.
Bardzo solidnie napisana praca magisterska, pod kierunkiem prof.
Nowotnego - autorstwa p. Marii Dobosz.
środa, 3 grudnia 2014
Fleksja kolana
Newralgiczny punkt
Jako,
że powstała taka potrzeba, czas napisać coś więcej na temat
fleksji kolana. Dokładniej zaś zajmę się wyrównywaniem
niebezpiecznych dysproporcji związanych z tą funkcją. Sporo uwagi
swego czasu poświęcaliśmy rotatorom, jak również wyrównywaniem
głowy vastus medialis mięśnia czworogłowego uda. Teraz pora zająć
się zginaczami kolana.
Kolano
obok stożka rotatorów jest tym miejscem, które w sporcie bardzo
często ulega kontuzjom. Przyczyn tego faktu może być wiele. Tym
niemniej, im więcej z nich wyeliminujemy, tym mniej niebezpieczeństw
nam grozi. Jest niewątpliwym faktem, iż po czterdziestym roku życia
na kolana narzekają częściej kobiety niż mężczyźni. Zwykle
dają o sobie znać długie lata chodzenia na szpilkach, które
strasznie zaburzają statykę całego układu. Druga przyczyna to zła
dieta powodująca stany zapalne stawów. Panie częściej dają się
namówić na rezygnację z mięsa, co też odbija się na ich
zdrowiu.
Zaburzenia statyki i motoryki
Częstym
błędem jest rozpatrywanie jakiegoś mięśnia lub jego funkcji w
oderwaniu od całości motoryki i statyki ciała. Wprawdzie w
kulturystyce istnieje coś takiego jak izolacja mięśnia, często
wyśmiewana przez ignorantów, lecz wymaga to specjalnych technik, o
których nie czas i miejsce teraz pisać. Dodam tylko na marginesie,
iż zrozumienie tych technik jest jeszcze niższe u bywalców
siłowni, jak w przypadku ćwiczeń złotych. Wróćmy jednak do
tematu.
Biorąc
pod uwagę powyższe stwierdzenie można uznać, a praktyka to
potwierdza, że już nawet zaburzenie w układzie stóp może
przenosić się na cały układ ruchu człowieka, co w skrajnych
przypadkach daje sytuację, gdy nieprawidłowo pracująca stopa
powoduje zaburzenia w obszarze kręgów szyjnych, bóle głowy itp.
Może też być odwrotnie. Niewłaściwe trzymanie głowy będzie
poprzez poszczególne kręgi przenosić się coraz niżej, a potem
poprzez układ kostny i stawowy może odbijać się także na zdrowiu
stóp. Czasem w grę wchodzi poważna wada postawy, a czasem tylko
zły nawyk, który w porę wychwycony i wyeliminowany pozwoli ustrzec
się takich wad i ich skutków.
Tak
naprawdę cały temat ma ogromne zaplecze. Musimy pamiętać, że
mimo podejmowania licznych prób tworzenia - coś takiego jak idealne
proporcje ciała, czy idealna budowa nie istnieje. Są pewne ogólne
wskazania, czy dana postawa mieści się w normach, czy jest już
wadą, ale istnieją także indywidualne zróżnicowania. Dodatkowym
kryterium jest wiek. U małego dziecka krzywizny wykształcają się
stopniowo pod wpływem grawitacji. Dlatego np. nie można oceniać
postawy dwulatka wg kryteriów dla dorosłego. Pewne skoki w czasie
rośnięcia też powodują czasowe zaburzenia statyki i motoryki
ciała, jednak nie są jeszcze uważane za stan chorobowy.
Te
dygresje podaję tutaj dlatego, byśmy sobie uświadomili, iż za
stan kolan odpowiada mnóstwo czynników. Nie zawsze wystarczy mocnej
popracować nad vastus medialis, czy dodać coś na fleksję, by
rozwiązać wszystkie problemy. Wróćmy jednak do istoty omawianego
tematu.
Ćwiczenia złote a kolana
Ważną
rzeczą, którą trzeba tu dobrze zrozumieć jest fakt, iż nie
zawsze, gdy dochodzi do zgięcia kończyny jednocześnie wiąże się
to z bezpośrednią pracą jej zginaczy. Jeśli np. spojrzymy na
ramię w wyciskaniu francuskim to zauważymy, że w negatywnej części
ruchu dochodzi do zgięcia ramienia, a jak wiadomo w tym ćwiczeniu
skupiamy się na tricepsie. Czy znaczy to, że biceps zupełnie nie
pracuje? Nie do końca. Pracuje jako antagonista hamując nadmiar
siły tricpesa i chroniąc tym samym staw łokciowy. Jest to jednak
głównie tylko praca statyczna. To samo zachodzi we wszelkich
odmianach wyciskań, a nawet w dipsach. Całość tej relacji możemy
spokojnie przenieść na przysiady. Tu zachodzi bardzo podobna
korelacja. Wprawdzie w dolnej fazie noga jest zgięta w kolanie, ale
nie znaczy to, że mocno pracują zginacze. Jeśli robimy ciężki
przysiad ze sztangą na plecach to mocno napracuje się mięsień
dwugłowy uda. Tyle tylko, że głównie głowa długa w swojej
funkcji prostownika bioder (także półbłoniasty i półścięgnisty).
Podobnie też będzie w przypadku martwego ciągu.
W
pierwszych miesiącach treningów pobudzenie wynikające z napięcie
statycznego oraz efekt tzw. cross training zupełnie wystarczą do
pobudzenia mięśni zginających staw kolanowych. Jednak z czasem
może stać się to niewystarczające.
W tym
miejscu warto dodać jeszcze następującą ciekawostkę. Jeśli
zrobicie bardzo ciężkie wiosła z wybiciem z nóg, szczególnie
wiosła jednorącz, to możecie na drugi dzień poczuć, że mocno
pracowały zginacze kolan. Jednak mimo to, ciągle będzie to raczej
praca statyczna niźli dynamiczna bliska pełnemu zakresowi ruchu.
Zaangażowane mięśnie
O
jakie mięśnie dokładnie chodzi? Głównie o: m. półścięgnisty,
półbłoniasty i dwugłowy uda. Dodatkowo jako synergiście pracują:
m. krawiecki, smukły i brzuchaty łydki. Dość silną asystę
zapewniają także mięśnie pośladkowe. Jak dokładnie te mięśnie
są rozmieszczone można zobaczyć TUTAJ (FIG 5)
Żuraw - harm raises
Jeśli
chodzi o żurawia to jest to ćwiczenie specyficzne. Wprawdzie jego
głównym celem jest aktywizacja mięśni odpowiedzialnych za fleksję
w stawie kolanowym, ale z drugiej strony angażuje tyle jednostek
motorycznych i ma taki charakter, że często jest zaliczany do
ćwiczeń złotych. Jednak z racji poziomu trudności zwykle
wstrzymuję się z polecaniem go osobom, które dopiero zaczynają
przygodę z siłownią.
Prócz
samych zginaczy kolana - żuraw stawia duże wymagania samemu
rdzeniowi. Pracują w tym ćwiczeniu mocno pośladki, prostowniki
grzbietu, jak i mięśnie brzucha. Tak więc, póki ktoś nie opanuje
dobrze przysiadów czy MC, to nie ma sensu brać się za żurawia.
Spore napięcie przypada nawet na rectus femoris.
Trudnościami
związanymi z tym ćwiczeniem są także - kwestia odpowiedniego
zaczepienia nóg oraz zwiększania obciążenia. W odniesieniu do
pierwszego każdy musi sam znaleźć dla siebie dobre rozwiązanie.
Czy to podkładając nogi pod jakiś mebel, sztangę, czy też
posiadając dobrego partnera, który przytrzyma za kostki. Co do
obciążenia to mamy trzy możliwości. Pierwsze to plecak dobrze
przylegający do pleców. Druga to kamizelka obciążeniowa. Wreszcie
trzecia polega na tym, iż w ugiętych rękach przed sobą trzyma się
sztangielki i na nie opada w dolnej pozycji. Należy przy tym
pamiętać, że jest normalne, że na dole ciało przejawia pewną
bezwładność i dlatego lekki odbicie rękami jest jak najbardziej
prawidłowe. Ważne tylko, by nie było zbyt mocne i pracę jednak
wykonywały zginacze kolan, a nie klatka i tricepsy.
Uginanie nóg na maszynie leżąc
O
wiele mniej problemów nastręcza zwykłe uginanie nóg na maszynie.
Najczęściej w pozycji leżenia na brzuchu. W porównaniu z żurawiem
mamy tu o wiele mniejszy angaż jednostek motorycznych. Z drugiej
strony większa izolacja mięśni zginających kolano pozwala lepiej
skupić się na nich samych. Rzecz jasna i tu dość mocno pracują
pośladki. Dużo zależy od tego, jaki kąt ma podkładka pod udo. Im
większy kąt tym bardziej pracują pośladki, a nieco mniej zginacze
kolana. Inną formą "udziwnienia" jest ustawienie stóp.
Można palce zadzierać w górę lub przyciągając do piszczeli, co
zmienia głównie zaangażowanie łydek. Można też w trakcie ruchu
zmieniać układ stopy w stawie skokowym. Można wreszcie w miarę
potrzeb, stopy ustawiać do wewnątrz lub na zewnątrz - dzięki temu
mocniej pobudzając poszczególne zginacze. Jednak wymaga to już
wysokiej znajomości swoich aktualnych potrzeb. No i nigdy nie robimy
rotacji stóp już w czasie trwania ruchu. Zwykle najlepiej wykonywać
zwykłe uginanie bez nadmiernej manipulacji ustawieniami stóp.
Inne formy i rozwiązania
Podobną
choć nieco inną formą jest uginanie nóg siedząc. Tu angaż
poszczególnych mięśnie jest nieco inny. Mniej też pracują
pośladki, ale i wzrasta ryzyko kontuzji. Łatwo przesadzić z
ciężarem i zdestabilizować kolano. Istnieją wreszcie maszyny do
uginania stojąc. Jeśli ktoś nie ma dostępu do omówionych powyżej
maszyn i nie może lub nie potrafi wykonywać żurawia, to zawsze
jeszcze można przywiązać ciężar do kostki i robić ugięcia w
leżeniu lub siadzie. Minusem jest na pewno ograniczenie obciążenia,
ale np. w sytuacji rehabilitacji jest to całkiem dobre rozwiązanie.
poniedziałek, 1 grudnia 2014
czwartek, 27 listopada 2014
sobota, 8 listopada 2014
I kolejna odsłona naszej dyskusji...
Tu za pytanie nie biją, choć warto coś poczytać nim się zapyta...
Subskrybuj:
Posty (Atom)