czwartek, 30 października 2014
wtorek, 28 października 2014
sobota, 18 października 2014
sobota, 11 października 2014
poniedziałek, 6 października 2014
Metody treningu cz. 18
Zakres
ruchu, czyli z angielskiego ROM (Range of Motion) to kolejny ważny
element składowy poszczególnych metod treningowych, którym można
manipulować. Nic też dziwnego, że i wokół niego narosło kilka
mitów i nieporozumień. Zapewne większość z Was zetknęła się z
poglądem, iż skrócony ROM powoduje skracanie mięśni. Nie wiem,
jak i kto do tego doszedł, ale przesąd ten znany jest od dawna. W
polskiej literaturze przedmiotu wprowadził go chyba Stanisław
Zakrzewski. To ciekawa postać, człowiek dla sportu zasłużony z
jednej, ale i niestety propagator takich i podobnych twierdzeń - z
drugiej.
Po
pierwsze - każde ćwiczenie ma swój określony pełny zakres.
Bynajmniej zakres ten nie oznacza, że dochodzimy już do blokady
stawowej. Przykładem może być wiosłowanie. Tu kończymy ruch
wcześniej niż moglibyśmy. Podobnie jest na modlitewniku w jego
górnej fazie. Na marginesie nie wiem dlaczego, ale większość osób
ma poważny problem ze zrozumieniem zakresu ruchu w modlitewniku. Gdy
tylko dojdzie do sfilmowania tego ćwiczenia okazuje się nagle, że
na dole opuszczają za mało, a na górze unoszą za wysoko.
Prócz
tego, że niektóre ćwiczenia same w sobie wykonuje się ze
skróconym ruchem, mamy także do czynienia z dodatkowym skracaniem
go w celu pobudzenie mięśni do dodatkowego wzrostu. Często właśnie
skrócenie ROMu pozwala przełamać plateau. Jest to więc technika
raczej dla osób z pewnym stażem. Nie ma sensu na początku swojej
przygody z ciężarami skracać ruchu.
Istnieją
też różne podejścia do tego zagadnienia. Jedni wykonują krótkie
serie w skróconej wersji, a inni (np. Thib) zalecają długie serie
po kilkanaście czy nawet dwadzieścia powtórzeń. Wg mnie wszystko
zależy od konkretnej osoby oraz od charakteru danego ćwiczenia. Z
racji zaś, że zwykle w końcowej fazie ruchu jesteśmy silniejszy
to ten obszar jest wykorzystywany do takich manipulacji. Najlepiej na
początku zrobić jeden albo kilka pełnych ruchów i dopiero potem
przejść do częściowych.
Przykład:
po odpowiedniej rozgrzewce zakłada się ciężar, którym można
zrobić dwa pełne i poprawne przysiady. Z tym obciążeniem robimy
jeden pełny przysiad, a następnie 15-20 ćwierć przysiadów. Jak
ktoś jeszcze nie próbował to po kilku takich seriach może mieć
następnego dnia problemy z chodzeniem. Innym przykładem skróconego
zakresu jest rack pull czy docisk tricepsowy. Ogólnie można
powiedzieć, że w takich wypadkach często przesuwamy akcent na
pewne mięśnie, które przy pełnych zakresach nie mają możliwości
w pełni rozwinąć swojej mocy. Trzeba tylko dbać o to, by tą
drogą nie doprowadzić do dysbalansu.
Należy
jeszcze wspomnieć o dwóch innych aspektach manipulacji zakresem.
Pierwszy z nich dotyczy przełamywania słabych punktów w określonym
ćwiczeniu. Najczęściej stosowany jest w trójboju, ale można go
wykorzystać także w innych dyscyplinach. Rzecz polega na tym, iż
taki słaby punkt zwykle znajduje się gdzieś w środku danego
zakresu, gdzie działanie grawitacji jest największe a możliwości
mięśni najmniejsze. Dlatego można wykonywać dodatkowe serie w
zakresie kilku stopni w górę i w dół od tego najsłabszego
punktu. Robimy więc tylko jakby środkową część ROMu w tym
ćwiczeniu.
Drugi
aspekt polega na dzieleniu zakresu na kilka odcinków, które
wykonuje się po kolei, by na końcu lub na początku ćwiczenia
zrobić najpierw kilka pełnych ruchów. Najbardziej zanany i
szczerze powiedziawszy najmniej wydajnym ćwiczeniem jest tu uginanie
ramion ze sztangą lub sztangielkami. W tym wypadku robi się
najpierw dolną połówkę, potem górną (albo odwrotnie), by
zakończyć wszystko pełnym uginaniem. Słabość tego rozwiązania
polega na tym, że należy wykonać całe powtórzenia wtedy, gdy
jesteśmy już zmęczeni. Dlatego lepiej robić je na początku, a
nie na końcu. Podobnie można dzielić zakres w wyciskaniu na ławie,
czy nawet w dipsach albo podciąganiu. W przysiadach raczej nie, ze
względu na to, iż wtedy punktem zmiany będzie poziom równoległości
ud do podłogi czyli moment najmniej korzystny dla naszych wiązadeł.
piątek, 3 października 2014
Dziennik treningowy: cooler nr 2
d1. przysiad krótka
rampa x 2 na koniec z tym największym ciężarem po minucie przerwy
2 serie ćwierć przysiadów do oporu z dwoma minutami przerwy
pomiędzy nimi
dips rampa x 12 na
koniec 2 serie bez ciężaru do oporu
push press rampa x
15
wyciskanie
sztangielek na ławie kąt 30 st rampa x 10 - robisz tak, że
przedramiona idą cały czas równolegle sztangielki nie zbliżają
się do siebie.
d2. w domu:
snatch rampa x 3
podciąganie
szerokim chwytem 3 x 8
rotatory A+B 5 serii
x 10
d3. MC rampa x 1
żuraw 4 serie x 7
pośladki
http://www.exrx.net/WeightExercises/HipAbductor/DBLyingHipAbduction.html
- 4 serie x 12
rotacja
http://www.exrx.net/WeightExercises/HipExternalRotator/CBSeatedHipExternalRotation.html
4 serie x 12
d4. clean rampa x 2
unoszenie ramiona
leżąc bokiem na ławce (jak u Słodkiewicza) 5 serii x 20
unoszenie ramion
przodem zbieżne - rampa x 12
cuban press rampa x
7
d5. przysiad przedni
rampa x 3 dynamicznie
podciąganie do
mostka 4 serie x 6
wiosłowanie rampa x
7 + 2 serie do oporu z 50% największego ciężaru
Gironda drag curl -
5 serii x 12
niedziela, 28 września 2014
niedziela, 21 września 2014
sobota, 13 września 2014
Moskole, czyli sposób na kanapki bez mąki
Co to
są moskole, można poczytać w wikipedii. Ja mam tutaj zamiar podać
Wam prosty przepis, który jest odpowiedzią na pytania o to, co np.
brać do pracy i jak zrobić sobie kanapki bez użycia chleba.
Te
proste placki mają tę wadę, że wszystkie internetowe przepisy
każą nam dodawać do nich mąkę. Tymczasem wcale nie jest to
konieczne. Wystarczą ziemniaki i białko jajka. Nie podam tu
dokładnych proporcji, bo zwykle wszystko robię na wyczucie.
Ziemniaki trzeba ugotować, przecisnąć lub utłuc i dodaj białko
jajka, tak by uzyskać w miarę spójną masę po wyrobieniu. Żółtko
jajka można wykorzystać do innych potraw.
Tak
przygotowane placki pieczemy na patelni, na piecu na blasze (jak ktoś
taki jeszcze posiada) lub w piekarniku. W tym ostatnim wypadku
ustawiamy temperaturę na 160 stopni i trzymamy ok. 20 minut. Przy
czym należy pamiętać, że są piekarniki bardzie i mniej szczelne
oraz wydajne, więc temperatura podana jest dla mojego. Każdy musi
sam dostosować ją do swojego.
Rzecz
jasna patelnia lub blacha w piekarniku muszą być pokryte niewielką
ilością tłuszczu - smalcu lub oleju kokosowego. Masło za szybko
się spali. Do takich moskoli można potem dodać mięso czy jakiś
sos oraz warzywa. Jak się dobrze zrobi ciasto i nie będą się
rozpadać, to można położyć na nich plaster mięsa czy sera i
zabrać jako kanapki do pracy.
Wczoraj
coś takiego robiłem i jadłem. Wyszło całkiem nieźle. Niestety
nie miałem pod ręką aparatu, by zrobić zdjęcia i Wam je tu
wrzucić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)